Pewnego ciemnego wieczoru przyszedł malutki słoń z powrotem do swoich miłych krewnych, odwinął trąbę i rzekł:
— Jak się macie?
Ucieszyli się z jego powrotu i zaraz rzekli:
— Chodź no, dostaniesz lanie za swą nienasyconą ciekawość.
— Bah! — rzekł malutki słoń. — Mnie się zdaje, że wy nie macie pojęcia o laniu. Ale ja znam się na nim i wnet wam to pokażę.
Zamachnął się trąbą i grzmotnął o ziemię swymi dwoma kochanymi braciszkami, aż nakryli się nogami.
— Och, na banany! — zawołali. — A gdzież to nauczyłeś się tego fortelu88 i co uczyniłeś ze swoim nosem?
— Krokodyl z wybrzeża wielkiej, szarozielonej, mulistej rzeki Limpopo zrobił mi nowy nos — odparł malutki słoń. — Spytałem go, co jada na obiad, a on mi dał na pamiątkę ten nos.
— Jest bardzo brzydki — odezwał się jego włochaty wujaszek pawian.
— Istotnie — odpowiedział malutki słoń — ale ogromnie pożyteczny. — I porwał za włochatą nogę swego włochatego wujaszka pawiana, i rzucił go w gniazdo szerszeni.