— Godzina piąta.
Usiadł dingo — biedny pies dingo, zawsze głodny i opylony w świetle słonecznym — wywiesił język i zawył.
Usiadł też i kangur — staruszek kangur — wyprężył swój ogon jak stołeczek używany przy dojeniu krów i rzekł:
— Bogu dzięki, że to się skończyło.
Wtedy Nquong, zawsze bardzo uprzejmy, odezwał się:
— Dlaczego nie jesteś wdzięczny żółtemu psu dingo? Dlaczego mu nie podziękujesz za wszystko, co dla ciebie uczynił?
Na to rzekł kangur — znużony staruszek kangur:
— Wygnał mnie z przybytków mego dzieciństwa; oderwał mnie od regularnych pór jedzenia; zmienił mą postać, że już nigdy nie będzie taka, jaką dawniej była, i wypłatał mi psikusa z moimi nogami.
Potem znów przemówił Nquong:
— Czyż nie prosiłeś mnie (o ile się nie mylę), abym cię uczynił odmiennym od wszystkich innych zwierząt i żeby za tobą biegano? A teraz jest piąta.