— Istotnie — potwierdził Tegumai. — „Yo-las” znaczy, iż mamusia nie ma już w dzbanie wody do gotowania. I to w chwili, kiedy ja się wybieram na polowanie.

— Zaś „shi-las” znaczy, że twoja włócznia się złamała. Gdybym wpierw była pomyślała o tym, zamiast gryzmolić niemądre obrazki z bobrami dla obcego człowieka!

La, la, la! — powtarzał Tegumai, marszcząc brwi i wymachując swym kijem. — Co za kłopot.

— „Shi” da się narysować bez trudności — mówiła Taffy. — Zaś potem można by narysować twą włócznię przełamaną w ten sposób. — I narysowała (14).

— Doskonale — rzekł Tegumai. — „La” już gotowe. Zupełnie nie jest podobne do innych znaków. — I narysował taki obrazek (15).

— Przychodzi z kolei „ya”. No, mieliśmy je już przedtem. Przejdźmy więc do „maru”. „Mm” jakby zamykało komuś buzię. Narysujmy zamknięte usta. — I narysował w ten sposób (16). — Potem następuje otwarty pyszczek karpia. Czyni to „ma-ma-ma!”. Ale co począć z tym jakimś „rrrr”?

— Odzywa się on tak ostro i szorstko jak twój ząb rekina, kiedy rżniesz nim deski na czółno152 — rzekła Taffy.

— Więc powinien by być ostry na krańcach mniej więcej w ten sposób, nieprawdaż? — I narysował (17).