I rzeczywiście wziął słonia — wszechjedynego słonia — i rzekł:

— Baw się w słonia! — Zaś słoń wszechjedyny zaczął się bawić.

Po czym wziął bobra — wszechjedynego bobra — i rzekł:

— Baw się w bobra! — Zaś bóbr wszechjedyny zaczął się bawić.

Następnie wziął krowę — wszechjedyną krowę — i rzekł:

— Baw się w krowę! — Zaś krowa wszechjedyna zaczęła się bawić.

Po niej wziął żółwia — wszechjedynego żółwia — i rzekł:

— Baw się w żółwia! — Zaś żółw wszechjedyny zaczął się bawić.

I tak brał po kolei wszystkie zwierzęta i ptaki, i ryby, rozkazując im, w co mają się bawić.

Jednak pod wieczór, gdy wszelki stwór żywy już się pogrążał w niepokoju i znużeniu, przyszedł człowiek. (Czyżby ze swoją malutką córeczką? Tak jest, ze swoją najmilszą córeczką, co siedziała mu na barkach). I przemówił: