Pan de Fontenelle, mając dziewięćdziesiąt siedem lat, oświadczywszy pani Helvetius, młodej i ładnej mężatce, tysiąc rzeczy miłych i dwornych, przeszedł koło niej, aby siąść do stołu, i nie zauważył jej. „Widzi pan, rzekła pani Helvetius, ile mogę wagi przywiązywać do pana komplementów: mija mnie pan, nie popatrzywszy na mnie. — Pani, rzekł starzec, gdybym popatrzył na panią, nie byłbym pani minął”.
W ostatnich latach panowania Ludwika XV, król, będąc na polowaniu, może zły o coś na panią du Barry, powiedział coś uszczypliwego o kobietach. Na to marszałek de Noailles zaczął na nie wymyślać co wlezie, powiadając, iż, skoro się kobiety użyło do właściwego celu, pozostaje jedynie przepędzić ją. Po łowach pan i sługa znaleźli się u pani du Barry, której pan de Noailles prawił tysiąc komplementów. „Nie wierz mu”, rzekł król; po czym powtórzył to, co marszałek mówił na polowaniu. Pani du Barry wpadła w gniew, a marszałek powiedział: „Pani, w istocie mówiłem tak, ale to tyczyło jedynie pań z Saint-Germain, a nie z Wersalu”. Otóż panie z Saint-Germain to były jego żona, pani de Tessé, pani de Duras etc. Anegdotę tę opowiadał mi marszałek de Duras, naoczny świadek.
Mówiąc o tym padole płaczu, gdzie sprawy idą coraz gorzej, N... powiadał: „Czytałem gdzieś, że nie ma nic gorszego dla ludów, niż zbyt długie panowanie. Słyszę, że Bóg jest wieczny; to wszystko tłumaczy”.
N... zrobił tę bardzo trafną i subtelną uwagę, że choćby wady ludzi, z którymi żyjemy, były nam najbardziej przykre i uciążliwe, mimo to nasiąkamy nimi po trosze. To, że jesteśmy ofiarami tych przywar, obcych naszemu charakterowi, nie jest nawet zabezpieczeniem od nich.
Byłem wczoraj świadkiem filozoficznej rozmowy pana D... i pana L..., w której jedno zdanie mnie uderzyło. Pan D... powiadał: „Mało osób i mało rzeczy interesuje mnie, ale najmniej interesuje mnie własna osoba”. Pan L... odpowiedział: „Czy to nie z tego samego powodu i czy jedno nie tłumaczy drugiego? — Bardzo słuszna uwaga, odparł spokojnie D..., ale ja mówię panu fakt. Doszedłem do tego stopniowo; w miarę jak się żyje i patrzy na ludzi, serce musi albo pęknąć, albo stwardnieć na brąz”.
Jest to rzecz godna uwagi, że Molier, który nie oszczędzał nikogo, nie wypuścił ani jednej strzały w finansistów. Powiadają, że Molier i współcześni komediopisarze mieli w tej mierze rozkazy Colberta.
Regent chciał iść na bal, ale tak, aby go nie poznano. „Wiem34 sposób”, rzekł ksiądz Dubois; i kiedy byli na balu, kopnął go kilka razy w siedzenie. Regent, którego zabolało, rzekł: „Księże, za dobrze mnie maskujesz”.
Fanatyk szlachetczyzny, zauważywszy, że dokoła Wersalu czuć uryną, kazał swojej służbie i swoim wasalom oddawać wodę na ściany swego zamku.
Pani de Nesle romansowała z panem de Soubise. Pan de Nesle, który gardził swoją żoną, posprzeczał się raz z nią w obecności jej kochanka. W sprzeczce rzucił te słowa: „Ludzie wiedzą, że przebaczam pani wszystko. Muszę wszelako pani powiedzieć, że masz kaprysy zbyt niskie, których ci nie daruję. Tak na przykład, te amory z perukarzem mojej służby, z którym widziałem cię wymykającą się z domu”. Naodgrażawszy się, wyszedł, i zostawił ją z panem de Soubise, który spoliczkował damę, mimo jej zaprzeczeń. Mąż opowiadał potem wszędzie ten swój koncept, dodając, że historia z perukarzem była zmyślona, drwiąc sobie z pana de Soubise, który uwierzył, i z żony, która dostała po gębie.
Powiedziano, z powodu sądu wojennego, który odbył się w Lorient w sprawie pana de Grasse: Armia niewinna, generał niewinny, minister wyłączony ze sprawy, król skazany na koszta. Trzeba wiedzieć, że ten sąd kosztował króla cztery miliony i że przewidywano upadek pana de Castries. Powtarzano ten koncept na zebraniu paniczów dworskich. Jeden z nich, nie posiadając się z zachwytu, rzekł po chwili milczenia z całą powagą, wznosząc ręce do góry: „Jak nie błogosławić katastrof, które rodzą tak śliczne powiedzonka?”. W tym sensie podjęto przegląd powiedzeń i piosenek z okazji wszystkich klęsk Francji. Piosenkę o bitwie pod Hochstedt skrytykowano, co sprawiło, że któryś rzekł: „Martwi mnie przegrana tej bitwy, piosenka nic nie warta”.