Kiedy wielki Turenne był na obiedzie u pana de Lamoignon, ów spytał go, czy, mimo że tak nieustraszony, nie czuje z początkiem bitwy nieco strachu. „Owszem, rzekł pan de Turenne, i bardzo; ale jest w armii wielu niższych oficerów i wielu żołnierzy, którzy nie czują nic podobnego”.

Diderot, zamierzając napisać utwór, który mógł narazić jego spokój, zwierzył swój sekret przyjacielowi; ten, znając go dobrze, rzekł: „Ale ty sam, czy dochowasz sekretu?” I w istocie, to Diderot zdradził tajemnicę.

To pan de Maugiron popełnił ów okropny czyn, o którym mi opowiadano, a który uważałem za bajkę. Gdy był przy armii, kucharza jego pochwycono jako marudera. Oznajmiono mu to. „Jestem bardzo kontent z mego kucharza, rzekł, ale mam lichego kuchcika”. Każe sprowadzić kuchcika i daje mu list do profosa56. Nieszczęśliwy idzie, biorą go i, mimo iż zapewnia o swej niewinności, wieszają go.

Proponowałem panu de L... korzystne małżeństwo. Odparł: „Po co miałbym się żenić? Najlepsze, co mogłoby mi się zdarzyć w małżeństwie, to nie być rogaczem; osiągnę to jeszcze pewniej, nie żeniąc się wcale”.

Rozmawiałem raz z panem de V..., który zdaje się żyć bez złudzeń w wieku, w którym ludzie bywają do nich jeszcze zdolni. Wspomniałem mu, że świat dziwi się jego nieczułości. Odpowiedział poważnie: „Nie można i umrzeć, i żyć. Byłem swego czasu, jak każdy, kochankiem ladacznicy, zabawką kokietki, igraszką kobiety lekkiej, narzędziem intrygantki. Czym można być więcej? Przyjacielem kobiety z sercem? Ba, wchodzimy w sferę baśni”.

„Odtrącam, powiadał N..., dobrodziejstwa protektorów; mógłbym może przyjąć i uczcić dary szacunku, ale cenię tylko dary przyjaźni”.

Młoda osoba, o którą matka była zazdrosna i której trzynaście lat drażniły ową matkę nieskończenie, mówiła do mnie raz: „Zawsze mam ochotę przepraszać ją, że się urodziłam”.

N..., znany pisarz, nie uczynił żadnego kroku, aby oglądać wszystkich owych podróżujących monarchów, którzy w ostatnich trzech latach kolejno odwiedzili Francję. Spytałem go o przyczynę tego braku ciekawości. Odpowiedział: „Interesuje mnie w życiu jedynie to, co stwarza między ludźmi stosunki szczere i proste. Wiem na przykład, co jest57 ojciec i syn, kochanek i kochanka, przyjaciel i przyjaciółka, protektor i protegowany, nawet kupujący i sprzedawca, etc.; ale te wizyty, te rozmowy bez treści, gdzie wszystko jest wytyczone etykietą, gdzie dialog jest jakby napisany z góry, to mnie nie bawi. Wolę teatr życia dell’arte58; ma tę zaletę, że jest improwizacją”.

N... powiadał o panu de Sainte-Foix, człowieku obojętnym na dobre i złe, wyzutym z wszelkiego zmysłu moralnego: „To pies leżący między perfumą a łajnem i nie czujący zapachu ani tego, ani tego”.

N... objawił wiele próżności i arogancji po swoim sukcesiku teatralnym; był to pierwszy jego utwór. Jeden z przyjaciół rzekł: „Mój drogi, siejesz przed sobą ciernie, znajdziesz je wracając”.