„Niech mi pan wierzy, mówił N. do człowieka bardzo bogatego, że nie potrzebuję tego, czego mi brak”.
N..., gdy mu ofiarowywano miejsce, którego pewne funkcje obrażały jego delikatność, odpowiedział: „To stanowisko nie odpowiada ani tej ambicji, na jaką sobie pozwalam, ani tej, którą sobie nakazuję”.
Pewien dowcipny człowiek przeczytał rozprawki pana d’Alembert o wymowie, o poezji, o odzie; kiedy go spytano, co o tym myśli, odpowiedział: „Nie każdy może być suchy”.
N..., który miał zbiór przemówień powitalnych Akademii Francuskiej, powiadał: „Kiedy je przeglądam, mam wrażenie, że widzę szkielety fajerwerków po nocy świętojańskiej”.
N..., widząc w ostatnich czasach, do jakiego stopnia opinia publiczna wpływa na doniosłe sprawy, na posady, na wybór ministrów, powiadał do pana de L..., w interesie człowieka, którego chciał wypchnąć naprzód: „Niech pan mu zrobi trochę opinii publicznej”.
Pytałem pana N..., czemu wycofał się ze świata; odpowiedział: „Nie kocham już kobiet, a znam mężczyzn”.
Pewien mąż mówił do żony o jej kochanku: „Ten człowiek ma prawa do ciebie, ubliżył ci w mojej obecności, tego nie ścierpię. Niech cię maltretuje, kiedy jesteście sami; ale w mojej obecności, to mnie ubliża”.
Siedziałem przy stole obok kogoś, kto mnie pytał, czy dama naprzeciwko niego nie jest żoną człowieka, który siedzi obok niej, i który nie mówi do niej ani słowa; odpowiedziałem: „Albo jej nie zna, albo to jest jej mąż”.
N..., którego chciano pociągnąć za język w sprawie rozmaitych nadużyć publicznych i prywatnych, odparł chłodno: „Codziennie pomnażam listę rzeczy, o których już nie mówię. Największym filozofem jest ten, którego lista jest najdłuższa”.
„Zaproponowałbym chętnie — powiadał pan D. — potwarcom i złośliwcom następujący układ. Powiedziałbym pierwszym: godzę się, aby mnie spotwarzano, bylebym czynem obojętnym lub nawet chwalebnym dostarczył materii dla potwarzy; byleby się ograniczyła do haftów na tej kanwie; byleby nie wymyślano faktów równocześnie z okolicznościami; słowem, byle potwarz nie dostarczała wraz i treści, i formy. Powiedziałbym złośliwym: uważam za naturalne, aby mi ktoś szkodził, byleby, szkodząc mi, miał w tym jakiś interes osobisty; słowem, aby mi nie wyrządzano złego bezinteresownie, jak się to zdarza”.