N... lubi, aby mówiono, że jest złośliwy, mniej więcej tak, jak jezuici dość byli radzi, aby mówiono, że oni mordują królów. To duma, która nad słabością ludzką chce panować postrachem.
Kawaler, którego namawiano, aby się ożenił, powiadał uciesznie: „Proszę Boga, aby mnie strzegł od kobiet równie skutecznie, jak ja się ustrzegę od małżeństwa”.
Pytałem pana R..., człowieka dowcipnego i utalentowanego, czemu nie brał udziału w rewolucji roku 1789; odpowiedział: „Bo od trzydziestu lat poznałem ludzi jako tak złych pojedynczo i prywatnie, że nie śmiałem niczego oczekiwać po nich publicznie i zbiorowo”.
„Musi policja być czymś bardzo strasznym, mówiła uciesznie pani de..., skoro Anglicy wolą złodziei i morderców, a Turcy dżumę”.
„Co czyni świat tak niemiłym, powiadał pan de L..., to najpierw łajdaki, a potem porządni ludzie; aby całość była znośna, trzeba by wytępić jednych, a przerobić drugich; zniszczyć piekło, a przeobrazić niebo”.
Kiedy pani de F... zręcznie wyrazi jakąś ładną myśl, zdaje się jej, że już wszystko uczyniła; tak, że gdyby któraś z jej przyjaciółek robiła za nią to, co tamta mówi, że trzeba zrobić, stworzyłyby we dwie prawdziwą filozofkę. Pan de... powiadał o niej, że skoro powie coś zgrabnego o emetyku62, dziwi się sama, że jeszcze nie idzie na stronę.
Pewien dowcipny człowiek określał Wersal jako krainę, gdzie spadając trzeba udawać, że się idzie w górę; to znaczy szczycić się zażyłością z ludźmi, którymi się gardzi.
N... mówił mi, że zawsze dobrze wychodził z kobietami na takich zasadach: mówić stale dobrze o płci pięknej w ogólności; chwalić te, które są miłe; milczeć o innych; obcować z nimi mało; nie ufać im nigdy; i nigdy nie uzależniać swego szczęścia od jakiejkolwiek kobiety.
Pewien filozof mówił mi, że zgłębiwszy społeczeństwo, studiuje już tylko dzikich w książkach podróżników, a dzieci w życiu codziennym.
N... raczej dławi swoje namiętności, niż umie nimi powodować. Powiadał mi w tym przedmiocie: „Podobny jestem do człowieka, który siedząc na koniu i nie umiejąc kierować ponoszącym go wierzchowcem, pali mu w łeb z pistoletu i pada wraz z nim”.