Pytałem pana N..., czemu odrzucił wiele stanowisk; odpowiedział: „Nie chcę niczego, co stawia rolę w miejsce człowieka”.

„Że inteligentny człowiek (powiadał śmiejąc się pan de...) może mieć wątpliwości co do swej kochanki, to można pojąć; ale co do swojej żony! Nie, to trzeba być skończonym głupcem”.

„W świecie, powiadał pan N..., masz trzy rodzaje przyjaciół: przyjaciół, którzy cię kochają; przyjaciół, którzy gwiżdżą na ciebie; przyjaciół, którzy cię nienawidzą”.

N... powiadał: „Nie wiem, czemu pani de L... tak pragnie, abym u niej bywał, bo kiedy jakiś czas jej nie widzę, mniej nią gardzę”. Można by to powiedzieć o świecie w ogólności.

D..., ucieszny mizantrop, powiadał w przedmiocie złości ludzkiej: „Jedynie bezużyteczność pierwszego potopu sprawia, że Bóg nie zsyła drugiego”.

Pan de... mówił, że nie powinno się nic odczytywać na publicznych posiedzeniach Akademii poza tym, co nakazuje statut; motywował swoje zdanie, powiadając: „W zakresie rzeczy zbytecznych wystarczy to, co niezbędne”.

N... powiadał, że przykrość znajdowania się poniżej książąt wynagrodzona jest hojnie tym, że się jest od nich daleko.

Proponowano panu N... małżeństwo; odpowiedział: „Dwie rzeczy zawsze kochałem do szaleństwa: kobiety i bezżeństwo. Straciłem pierwszą namiętność, trzebaż zachować drugą”.

„Rzadkość prawdziwego uczucia sprawia, że zatrzymuję się czasem na ulicy, aby patrzeć, jak pies ogryza kość: zwłaszcza wracając z Wersalu, z Marly, z Fontainebleau (powiadał pan de...) najbardziej łaknę tego widowiska”.

Pan Thomas mówił mi raz: „Nie potrzebuję współczesnych, ale potrzebuję potomności”; bardzo kochał sławę. Odpowiedziałem: „Piękny rezultat filozofii, móc się obejść bez żywych, a potrzebować tych, co się nie urodzili”.