Nieboszczyk książę de Conti, ostro potraktowany przez Ludwika XV, opowiadał tę przykrą scenę swemu przyjacielowi, lordowi Tyrconnel, którego prosił o radę. Ten, pomyślawszy chwilę, rzekł naiwnie: „Mości książę, byłoby możliwe się zemścić, gdybyś książę miał pieniądze i szacunek u ludzi”.
Król pruski, który nie traci daremnie czasu, powiadał, że nie ma człowieka, który by zrobił połowę tego, co by mógł zrobić.
„Oto chwila, w której zrezygnowałem z miłości, mówił pan N...; mianowicie kiedy kobiety zaczęły mówić: Przepadam za panem N..., szaleję za nim, etc. Niegdyś, dodał, kiedy byłem młody, mówiły: Bardzo cenię pana N..., to młody człowiek wielkich zalet charakteru”.
Zanim panna Clairon wprowadziła kostiumy do Komedii Francuskiej, znano tam w tragedii tylko jeden strój, który nazywano rzymskim i w którym grano sztuki greckie, amerykańskie, hiszpańskie, etc. Lekain pierwszy uznał kostium i kazał sobie zrobić strój grecki do roli Orestesa w Andromace. Dauberval zjawił się w garderobie Lekaina w chwili, gdy krawiec przyniósł kostium Oresta. Niezwykłość stroju uderzyła Daubervala, który spytał, co to takiego. „To się nazywa po grecku, rzekł Lekain. — Ach, jaki piękny, odparł Dauberval; pierwszy strój rzymski, którego będę potrzebował, każę sobie zrobić po grecku”.
N... powiadał, że istnieją zasady doskonałe dla charakterów tęgich i nieugiętych, które byłyby nic nie warte dla charakterów pośledniejszej miary. To niby zbroja Achillesa, która nadaje się tylko jemu76 i pod którą nawet Patrokles77 się ugina.
Po zbrodni i złu uczynionym z rozmysłu trzeba postawić złe skutki dobrych intencji, dobre uczynki szkodliwe dla społeczeństwa, jak dobro świadczone złym, dobroduszna głupota, nadużycia źle stosowanej filozofii, niezręczność w służeniu przyjaciołom, fałszywy użytek zbawiennych lub uczciwych zasad etc.
Natura, przygniatając nas tyloma nieszczęściami, a dając nam niezwyciężone przywiązanie do życia, postąpiła z człowiekiem niby podpalacz, który by podłożył ogień pod dom, postawiwszy wartę u drzwi. Musi być bardzo wielkie niebezpieczeństwo, aby nas skłoniło do wyskoczenia oknem.
Ministrowie lubią czasem, jeśli przypadkowo są inteligentni, mówić o epoce, kiedy będą niczym. — Bywamy naiwni i wyobrażamy sobie, że oni wierzą w to, co mówią; ale to jedynie kokieteria! Są niby chorzy, którzy mówią często o śmierci, ale w nią nie wierzą, jak to można poznać z jakiegoś słówka, które im się wymknie.
Powiadano panu Delon, lekarzowi-mesmeryście78: „No i co? Pan de B... umarł, mimo przyrzeczeń pańskich, że go wyleczysz. — Pana tu nie było, odparł; nie śledził pan przebiegu choroby: on umarł wyleczony”.
Ksiądz Dangeau, członek Akademii, wielki purysta, pracował nad gramatyką i wciąż mówił tylko o tym. Pewnego dnia ubolewano w jego obecności nad nieszczęściem świeżej wojny (było to w ostatnich latach Ludwika XIV). „Wszystko to nie przeszkadza, odparł, że ja mam w swojej szkatułce dwa tysiące słów francuskich wzorowo skoniugowanych”.