W sporze o przesąd tyczący hańbiących kar, piętnujących rodzinę winnego, pan N... powiadał: „To już dosyć widzieć zaszczyty i nagrody tam, gdzie nie ma zasług, aby jeszcze trzeba było widzieć karę tam, gdzie nie ma zbrodni”.
Pan de L..., chcąc odwieść panią de B..., świeżą wdowę, od myśli o małżeństwie, rzekł: „Wie pani, że to bardzo piękna rzecz nosić nazwisko człowieka, który już nie może robić głupstw!”
Lord Tirauley powiadał, że „skoro się odejmie Hiszpanowi to, co ma dobrego, zostaje Portugalczyk”. Powiadał to, będąc ambasadorem w Portugalii.
Wicehrabia de S... zagadnął raz pana de Vaines, mówiąc: „Czy to prawda, że w pewnym domu, w którym raczono przypisać mi nieco dowcipu82, pan powiedział, że go nie mam wcale?” Pan de Vaines odpowiedział: „Proszę pana, nie ma w tym ani słowa prawdy; nigdy nie byłem w żadnym domu, w którym by panu przyznawano dowcip i nigdy nie powiedziałem, że go pan nie ma”.
Pan N... powiadał, że ci, którzy wdają się w obszerne usprawiedliwienia wobec publiczności, zdają mu się podobni do psów, które biegną i naszczekują za karetką pocztową.
Człowiek jest nowicjuszem w każdej epoce życia.
N... powiadał młodemu człowiekowi, który nie wiedział, że go kocha pewna kobieta: „Pan jest jeszcze bardzo młody, umie pan czytać tylko wielkie litery”.
„Czemu, powiadała dwunastoletnia panna de..., czemu to zdanie: Uczyć się umierać? Widzę, że się to ludziom udaje bardzo dobrze od pierwszego razu”.
Powiadano panu N..., który już nie był młody: „Nie jesteś już zdolny kochać. — Raczej nie śmiem już; ale powiadam sobie jeszcze czasem na widok ładnej kobiety: jak ja bym ją kochał, gdybym był wart miłości!”
„Nie lubię, powiadał N..., owych kobiet nieskazitelnych, powyżej wszelkiej słabostki. Zdaje mi się, że widzę nad ich drzwiami wiersz Dantego znad bramy piekieł: