Kiedy starszy pan de Saint-Julien kazał synowi sporządzić listę swoich długów, ów postawił na czele swego bilansu sześćdziesiąt tysięcy franków za posadę rajcy parlamentu w Bordeaux. Ojciec, oburzony, myślał, że to są drwiny, i zwymyślał syna; syn natomiast oświadczył, że zapłacił za tę posadę. „Było to, rzekł, w czasie kiedy poznałem panią Tilaurier. Pragnęła miejsca rajcy parlamentu w Bordeaux dla swego męża; inaczej nigdy by mi się nie oddała; kupiłem posadę; widzisz więc, ojcze, że nie ma się o co na mnie gniewać i że nie robię lichych żartów”.
Pan de Boulainvillier, człowiek bez talentu, bardzo próżny i dumny ze swej błękitnej wstęgi, powiadał komuś, kładąc tę wstęgę, dla której kupił posadę w cenie pięćdziesięciu tysięcy talarów: „Czy nie byłbyś rad mieć podobną ozdóbkę? — Nie, rzekł tamten, ale rad bym mieć to, co ona pana kosztuje22”.
Oto anegdota, którą opowiadał mi pan de Clermont-Tonnerre o baronie de Breteuil. Baron, który interesował się panem de Clermont-Tonnerre, łajał go, że nie dosyć pokazuje się w świecie. „Za mało mam majątku, odpowiadał pan de Clermont. — Trzeba pożyczać. Zapłaci pan, przy swoim nazwisku. — Ale jeśli umrę? — Nie umrze pan. — Mam tę nadzieję; ale, ostatecznie, gdyby się to zdarzyło? — Więc cóż, umrzesz z długami, jak tylu innych. — Nie chcę umierać bankrutem. — Ech, drogi panie, trzeba bywać w świecie; ze swoim nazwiskiem może pan dojść do wszystkiego. Ba, gdybym ja miał pańskie nazwisko! — Widzi pan, na co mi się ono zdało. — To pańska wina. Ja pożyczałem. Widzisz pan dokąd zaszedłem, ja, który jestem ot, chłystek”. Powtórzył to słowo parę razy, ku zdumieniu słuchacza, który nie mógł zrozumieć, aby ktoś tak mówił o sobie samym.
Pani de Genlis żyła z panem de Senevoi. Jednego dnia, kiedy mąż był obecny przy jej toalecie, zjawia się żołnierz i prosi ją o poparcie u pana de Senevoi, swego pułkownika, do którego podał się o urlop. Pani de Genlis, oburzona na zuchwalca, powiada, że zna pana de Senevoi tyle co wszyscy; słowem, odmawia. Pan de Genlis zatrzymuje żołnierza i mówi; „Idź, poproś o urlop w moim imieniu, a jeśli pan de Senevoi cię odprawi, powiedz, że ja jego każę odprawić”.
Komplementowano panią Denis za talent, z jakim grała Zairę23. „Trzeba by, rzekła, być młodą i piękną. — Ach, pani, odparł naiwnie komplemencista, pani jesteś dowodem, że nie”.
Marszałkowa de Noailles, obecnie żyjąca (1780), jest mistyczką, jak pani Guyon, tylko bez jej talentu. Zbzikowała tak, że zaczęła pisać do Matki Boskiej. Włożyła list do puszki w kościele św. Rocha, a odpowiedź na list sporządził proboszcz owej parafii. Te praktyki trwały długo. Odkryto księdza i wytoczono mu sprawę; ale w końcu zatuszowano całą rzecz.
Kiedy książę de Choiseul był rad z poczmistrza, który go dobrze wiózł, albo którego dzieci były ładne, pytał go: „Ile pan bierze za pocztę? Czy to jest jedno stajanie24, czy półtora? — Jedno, Wasza Dostojność. — Więc będzie odtąd półtora”. I poczmistrz robił majątek.
Pani de Prie, kochanka regenta, kierowana przez swego ojca, poborcę podatków, nazwiskiem, zdaje mi się, Pleneuf, spekulowała na zbożu, czym przywiodła lud do rozpaczy, a w końcu do buntu. Kompania muszkieterów otrzymała rozkaz uśmierzenia rozruchów, a dowódca jej, pan d’Avejan, miał instrukcje, aby strzelać do motłochu: tym mianem określano lud francuski. Zacnemu człowiekowi przykro było strzelać do współobywateli i oto jak przystąpił do swego zadania. Kazał poczynić wszystkie przygotowania do salwy z muszkietów, po czym, zanim dał komendę, wyszedł naprzeciw tłumu, trzymając kapelusz w jednej ręce, a rozkaz Dworu w drugiej. „Panowie, rzekł, rozkazy moje każą mi strzelać do motłochu. Proszę wszystkich godnych ludzi, aby się usunęli, zanim każę dać ognia”. Wszystko pierzchło i znikło.
Spytano księżnej de Rohan, na kiedy spodziewa się porodu. „Spodziewam się, odparła, mieć ten zaszczyt za dwa miesiące”. Zaszczytem było urodzić Rohana.
Pan de Malesherbes mówił do pana de Maurepas, że trzeba namówić króla, aby zwiedził Bastylię. „Niech Bóg broni, odparł pan de Maurepas; nie chciałby już tam nikogo wsadzić”.