Podczas oblężenia jakiegoś miasta nosiwoda wykrzykiwał na ulicy: „Po sześć su konewka wody”. Pada bomba, i unosi jedną konewkę. „Dwanaście su konewka wody”, krzyczy z najzimniejszą krwią woziwoda.
N..., z okazji sześciu tysięcy lat, które Mojżesz przypisuje światu, powiadał, zważając powolny rozwój sztuk i cywilizacji: „Cóż to jest te głupie sześć tysięcy lat? Więcej było potrzeba, aby nauczyć się krzesać ogień i wynaleźć zapałki”.
Pani de Montmorin mówiła do syna: „Wchodzisz w świat, mogę ci dać tylko jedną radę: abyś się kochał we wszystkich kobietach”.
„Trzeba, powiadał N..., schlebiać ludziom albo budzić w nich lęk. To są małpy, które skaczą tylko w nadziei orzecha, albo z obawy bata”.
Hrabia d’Argenson, człowiek inteligentny, ale zepsuty i drwiący z własnego upodlenia, mawiał: „Moi wrogowie darmo się trudzą, nie obalą mnie. Nie ma tu większego lokaja ode mnie”.
Margrabia de Chastellux, zakochany jak student, widząc, że żona jego zajmuje się przez cały obiad młodym i przystojnym cudzoziemcem, zbliżył się do niej, gdy wstano od stołu, i czynił jej nieśmiałe wymówki. Na to pan de Genlis rzekł: „Idźcie, idźcie, człowieku, jużeście dostali”. (Formuła używana wobec żebraków, którzy ponownie naprzykrzają się o jałmużnę).
N..., doskonały światowiec, powiadał, iż najbardziej wyrobiło go to, że „umiał w potrzebie przespać się z kobietą czterdziestoletnią, a słuchać osiemdziesięcioletniego gaduły”.
N... powiadał, że gonić za fortuną kosztem nudy, zabiegów, nadskakiwań możnym, zaniedbaniem uprawy własnej duszy i myśli, to znaczy łowić płotkę na złoty haczyk.
Książę de Choiseul i książę de Praslin spierali się raz o to, kto jest głupszy, król czy książę de la Vrillière. Książę de Praslin twierdził, że pan de la Vrillière; tamten, jako dobry poddany, obstawał za królem. Jednego dnia, na radzie, król palnął potężne głupstwo. „I cóż, Praslin, rzekł książę de Choiseul, cóż teraz powiesz?”
Podczas ostatniej choroby Ludwika XV, która od pierwszego dnia okazała się śmiertelna, Lorry, wezwany obok lekarza Bordeu, wyszczególniając przepisy, użył wyrazu: trzeba. Król, urażony tym słowem, powtarzał po cichu gasnącym głosem: Trzeba, trzeba!