— Może to i prawda. Rad bym wiedzieć, skąd wzięłaś ten worek mąki?

— Mogę ci powiedzieć, gdyż wcale mi na tajemnicy nie zależy. Zabrałam zboże ojcu ze spichrza dziś rano i zawiozłam do młyna.

— Zobaczy niezawodnie, gdy się z tym zjawisz w domu.

— O, jakiś ty mądry! Ojciec pojechał w sprawach urzędowych. Powinieneś się był domyślić.

— Ktoś jedzie za nami pod górę. Słychać skrzyp śniegu pod płozami sań. A jeśli to on?

Dziewczynka jęła nasłuchiwać i patrzeć bacznie, potem wybuchnęła płaczem:

— To ojciec, tak, ojciec! — wołała. — Zabijcie mnie!

— Dobra rada i szybka pomoc więcej warte w tej chwili niż złoto i srebro! — zauważył żebrak.

— Wiesz co — rzekła dziewczynka — możesz mi dopomóc. Przepasz się sznurem przez plecy i ciągnij sanki, a ojciec pomyśli, że mąka jest twoja.

— Cóż z tym pocznę? — spytał zarzucając sznur na ramię.