— Że też ci nie wstyd przychodzić tutaj i czytać nam o śmierci i cierpieniu!

Gösta nie słuchał jej i patrzył nieustannie na hrabinę. Siedziała sztywna i nieruchoma jak posąg, jakby za moment zemdleć miała.

Wreszcie wyrzuciła z trudem wielkim:

— Idź!

— Kto ma iść? — spytał. — Czy ja?

— Proboszcz ma sobie iść!

— Elżbieto! Milczże! — zawołała Anna.

— Zapity proboszcz winien opuścić mój dom!

— Anno! Anno! — powiedział Gösta. — Cóż to wszystko znaczy?

— Anno! — rzekła hrabina. — Powiedz mu, powiedz mu...