Wracam do wspomnień... jakiż lęk mnie zbiera,
Gdy srebrny księżyc na niebo wypłynie,
Co pocałunków mych świadkiem był nieraz...
On widział łzy w jej oczach, widział drżenie,
Gdy o swej śmierci mówiła mi, smutna.
O, bólu wspomnień! O męko okrutna!
Czuję jej bliskość, rozmawiam z jej cieniem,
Co się splótł ze mną w tej czaru godzinie...
— Gösto — powiedziała Anna żartobliwie, chociaż strach ściskał ją za gardło. — Powiadają, że przeżyłeś sam jeden więcej poematów, niźli ich napisali wszyscy poeci nasi. Ale sądzę, że najlepiej będzie, jeśli poprzestaniesz na dawnym sposobie. Ten wiersz to przecież nocna robota, od razu poznać.
— Ostry z ciebie sędzia, Anno.