Ta, którą zwałem moją ukochaną,

Szepnęła cicho: „Nigdy nie uwierzę,

Żeby po śmierci w krainę nieznaną

Szła moja dusza. Któż przyjmie ją szczerzej

Niż twoje serce! Tutaj kres mozołom,

Tu moja przystań... Idę w twe ramiona!...”

Biada! Czyż miła naprawdę już kona?

Czyżbym ostatni raz całował czoło?

*

Minęły lata... w wieczornej godzinie