Hrabina zaczęła zrywać firanki i kapy i rzuciła je z pasją pod nogi panny Marii.

Następnego dnia młoda hrabina poprosiła teściową, by się pogodziła z panną Marią, ale hrabina słyszeć o tym nie chciała. Stara pewnie już się jej znudziła. Wówczas hrabina Elżbieta pojechała do panny Marii, kupiła cały jej zapas firanek i zawiesiła w swoich pokojach na pierwszym piętrze. Było to wielkim dla starej panny zadośćuczynieniem.

Hrabina Märta czyniła często synowej przytyki z powodu jej upodobania do siatkowych firanek, potem jednak zamilkła. Umiała ukryć swój gniew całymi latami, tak że nie traciła nic na swej sile. Była bowiem osobą obdarzoną wielkimi zdolnościami.

14. Kum Kristofer

Na górze, w skrzydle kawalerskim, żył stary ptak drapieżny. Siedział zawsze przy kominku i pilnował, by ogień nie zagasł. Był rozczochrany i szpakowaty. Mała głowa o wielkim nosie i zagasłych na poły oczach pochylała się smutnie na długiej, chudej szyi, ujętej w futrzany kołnierz. Dziki ten ptak nosił zimą i latem futro.

Ongiś należał do stada, które w orszaku wielkiego cesarza przewaliło się przez Europę, dziś atoli nikt już nie mógł odgadnąć, jakie wówczas nosił imię i rangę. W Värmlandii wiedziano tylko, że brał udział w wielkiej wojnie, że odznaczył się w krwawych bitwach i opuścił po roku 1815 niewdzięczną ojczyznę swoją. Szwedzki następca tronu wziął go w opiekę i poradził, by znikł w dalekiej Värmlandii. Czasy nastały takie, że zwolennicy męża, przed którym drżała Europa, radzi byli, że nikt nie zna ich nazwiska.

Dał on słowo następcy tronu, że nie opuści, bez konieczności, miejsca pobytu i nie powie, kim jest, po czym zjawił się w Ekeby z listem arcyksięcia do majora i został ulokowany w rezydenckim skrzydle.

Łamano sobie zrazu głowę, jaka to znana osobistość kryje się pod przybranym nazwiskiem, z biegiem czasu atoli stał się prawdziwym Värmlandczykiem i rezydentem. Zwano go kumem Kristoferem, nie wiedząc dobrze, skąd się wzięło to miano.

Niełatwa to jednak rzecz dla drapieżnego ptaka żyć w klatce. Nawykł do czegoś innego niźli skakanie ze szczebla na szczebel i jedzenie z ręki karmiciela. Krew jego, podniecona niegdyś grozą śmierci i grzmotem bitew, znieść nie mogła sennego pokoju.

Co prawda, inni kawalerowie nie byli także obłaskawionym ptactwem, nikt jednak nie burzył się jak kum Kristofer. Czasem tylko polowanie na niedźwiedzia — i kobieta, jedna, jedyna kobieta, mogła w nim ożywić ducha.