Choć pożegnania bije dzwon,
Niech obcy kraj cię nie omami —
Wróć do värmlandzkich naszych stron,
O, wróć do domku pod różami.
Skończywszy wysypała jej liście na głowę. Goście śmiali się, a panna Maria, ogarnięta okrutnym gniewem, wyglądała, jakby chciała wydrapać hrabinie oczy.
— Jesteś złą kobietą, Märto Dohna! — zawołała. — Żadna uczciwa osoba nie powinna się z tobą zadawać!
Na te słowa gniew zatrząsł również hrabiną i krzyknęła:
— Wyrzucić mi precz pannę. Mam dość jej idiotyzmów!
— Pójdę sobie! — odparła. — Ale wpierw proszę mi zapłacić za kapy i firanki.
— Za to paskudztwo ona chce jeszcze pieniądze? — krzyknęła hrabina. — Weź sobie wszystko z powrotem! Nie chcę patrzyć na te okropności!