Ale hrabina Märta nie znała potęgi czarownicy.

— Idź precz, żebraczko! — zawołała.

— Daj mi tę szynkę! — rzekła czarownica z Dovre, ujarzmicielka wilków.

— Oszalałaś chyba! — krzyknęła hrabina i kazała dziewczętom odnieść wędliny do spiżarni.

Starcze oczy rozbłysły gniewem i pożądaniem.

— Daj mi tę brunatną szynkę! — powtórzyła. — Albo źle z tobą będzie!

— Wolę dać srokom niż takiej jak ty! — odparła hrabina.

Czarownica zadrżała z gniewu. Podniosła kij z runami i wstrząsnęła nim groźnie, wymawiając niepojęte słowa. Włosy jej się zjeżyły, oczy sypnęły skrami, a twarz wykrzywił skurcz.

— Niech ciebie samą zjedzą sroki! — zawołała.

Potem odeszła mrucząc klątwy i wymachując kijem. Obeszła dom; nie poszła już na południe. Córa dzikich ostępów dopełniła celu, dla którego zeszła z gór.