Śmiali się z tego przez chwilę, po czym jednak Gösta chciał zmyć twarz śpiącego.
— Daj pokój! — rzekł Sintram. — Zobaczy to po obudzeniu i będzie się śmiał.
Zostawiono go więc w tym stanie, a hultaje zapomnieli o Lennarcie. Pijatyka trwała przez całą noc. Dopiero o świcie skończyła się. Wszyscy mieli bez wątpienia więcej wina niż rozumu w głowach.
Lesz co zrobić teraz z kapitanem?
— Zawieziemy go do domu! — rzekł Sintram. — Żona ucieszy się bardzo, a nam miło będzie patrzeć na jej radość. Podoba mi się ta myśl. Tak, zawieźmy go do domu!
Wszystkich to wzruszyło. Zaprawdę, uraduje się wielce zacna kobieta z Helgesäter!
Zaczęli trząść kapitanem aż się zbudził, i posadzili go na jeden z pojazdów. Potem cała czereda ruszyła do Helgesäter. Jedni spali, drudzy chwiali się tak, że omal nie pospadali na ziemię, inni śpiewali, by nie ulec senności. Wszyscy wyglądali nie lepiej od włóczęgów i mieli napuchłe twarze.
Przybywszy na miejsce zostawili konie w tylnym podwórzu i uroczyście wstąpili na schody. Beerencreutz z Juliuszem wiedli z obu stron Lennarta.
— Zbudź się, Lennarcie! — powiedział doń. — Wszakże widzisz, że jesteśmy w domu!
Otwarł oczy i oprzytomniał niemal całkiem. Rozczuliło go, iż mu towarzyszyli.