— Tak będzie Gösto!

Ci dwaj, którzy nie umieli spełnić dobrowolnie wziętych na siebie obowiązków, popadli w rozmarzenie. Odżyła w nich młodzieńcza ochota służenia Bogu i ludziom. Zaczęli fantazjować na temat przyszłych dobrodziejstw, które będą świadczyć ubogim. Gösta miał zostać pomocnikiem proboszcza.

— Musimy przede wszystkim postarać się o chleb! — rzekł proboszcz.

— I o nauczycieli! Sprowadzimy mierników, którzy rozdzielą ziemię. Potem nauczy się ludzi uprawy pola i hodowli bydła.

— Wytyczymy nowe drogi i ugory zamienimy w urodzajną ziemię.

— Zamkniemy wodospad bergijski śluzami, tak że z Lövenu przejechać będzie można wprost na jezioro Väner.

— Bogactwo naszych lasów da podwójne zyski, gdy osiągniemy dostęp do morza.

— Błogosławieństwo spłynie na naszą głowę! — zawołał Gösta.

Proboszcz podniósł wzrok. Czytali sobie wzajem w twarzach taki sam zapał. Ale po chwili oczy ich napotkały stertę gałęzi.

— Gösto! — rzekł proboszcz. — To wszystko wymaga sił wielkich, a ja jestem bliski śmierci. Wiesz przecież, co mnie wpędza do grobu.