— Usuń to!

— W jaki sposób?

Gösta przystąpił doń, spojrzał ostro w oczy i rzekł:

— Proś Boga o deszcz! W niedzielnym kazaniu niech ksiądz prosi Boga o deszcz!

Proboszcz skulił się przerażony.

— Jeśli prawdą jest, że nie sprowadziłeś suszy, jeśli chcesz służyć Bogu szczerym sercem, to proś o deszcz! To będzie dla nas znak. Poznamy, czy Bóg udzieli błogosławieństwa naszemu przedsięwzięciu.

Zjeżdżając z brobijskiego wzgórza Gösta dziwił się własnemu zapałowi. Wspaniałe mogło być życie! Tak, tylko nie dla niego. Od niego nie chcieli ci w górze przyjmować usług.

Skończyło się kazanie w brobijskim kościele, odmówiono zwykłe modlitwy. Proboszcz miał zejść z kazalnicy, ale wahał się. W końcu padł na kolana i jął błagać o deszcz.

Modlił się jak człowiek zrozpaczony, w niewielu urywanych słowach bez związku:

— Jeśli grzech mój obudził twój gniew, o Panie, to ukarz mnie samego. Jeśli jesteś Bogiem miłosierdzia, to ześlij deszcz! Zdejm ze mnie hańbę! Daj, aby na prośbę moją spadł deszcz! Niech orzeźwi pola biedaków! Daj chleba ludowi twemu!