— Wuju Eberhardzie — spytała — cóż jest praca? Czy to Bóg? Czy ma cel sama w sobie? Wymień coś innego!

— Nic innego nie znam! — odparł.

Nagle odnalazła miano poniewierane tak często.

— Wuju Eberhardzie! — zawołała. — Czemu nie wymienisz miłości?

Uśmiech wykwitł na bezzębnych ustach, obrzeżonych zmarszczkami.

— Tu — rzekł uderzając pięścią po papierach — zamordowałem wszystkich bogów, nie zapomniawszy Erosa. Miłość to jeno żądza ciała! Czemużby wyżej miała stać od innych jego funkcyj? Uczyńcież boga z głodu albo ze znużenia! Godne tego jednako. Wszystkie te głupstwa muszą się skończyć, a sama jeno prawda żyć będzie.

Hrabina pochyliła głowę. Czuła, że tak nie jest, ale nie chciała spierać się ze starcem.

— Zraniły mi duszę twe słowa — powiedziała — ale jeszcze ci nie wierzę. Możesz tylko zabić bogów nienawiści i zemsty.

Ujął jej dłoń, położył na księdze i oświadczył z fanatyzmem niewiary:

— Przeczytaj to, a uwierzysz!