Ukryła twarz w dłoniach i zapłakała.
— Powiedziałem szczerą prawdę! — zawołał. — Nigdy nie przyrzekłem dziewczynie z Nygardu małżeństwa. Powiedziałem jej tylko, by przyszła w następny piątek, a zobaczy coś wesołego. Nic więcej! Cóżem winien, że się we mnie zakochała?
— Ach, nie o to mi idzie! Jakże im mogłeś powiedzieć, że ja jestem czysta i dobra! Gösto, Gösto, wszakże wiesz, żem cię pokochała wówczas, kiedy nie było mi wolno kochać jeszcze. Wstydziłam się tych ludzi, straszniem się wstydziła!
Łkanie wstrząsnęło jej ciałem.
Popatrzył na nią i rzekł z cicha:
— Jedyna moja! Jakże jesteś szczęśliwa, żeś dobra! Jakże szczęśliwa jesteś, że masz tak piękną duszę!
33. Kevenhüller
Znany później jako uczony i zręczny konstruktor Kevenhüller urodził się w Niemczech, w siedemdziesiątych latach XVIII wieku. Był synem hrabiego, mógł tedy mieszkać po zamkach i paradować przy boku króla, gdyby miał ochotę — ale nie miał ochoty.
Wolał przytwierdzić skrzydła wiatraka do najwyższej wieży zamkowej, przemieniać salę rycerską w kuźnię, a damską alkowę w pracownię zegarmistrza. Chciał zapełnić zamek ojcowski terkoczącymi kołami i dźwigniami ruchowymi, ponieważ zaś to się zrobić nie dało, obrócił się plecami do całego kramu i poszedł na naukę do zegarmistrza, gdzie posiadł całą wiedzę kół zębatych, sprężyn i wahadeł. Wyuczył się robić zegary słoneczne i gwiezdne, zegary z piszczącymi kanarkami, trąbiącymi pasterzami, dzwonkami, olbrzymie zegary wieżowe i maleńkie, mieszczące się w medalioniku.
Po wyzwolinach zarzucił tobołek na plecy, ujął sękaty kij i powędrował, by poznać wszystko, co się w świecie porusza na walcach i kółkach. Nie był on zwyczajnym zegarmistrzem — chciał zostać wielkim wynalazcą i poprawiaczem świata.