Pułkownik odparł tymi samymi co przedtem słowami:
— Przyprowadzamy ci męża.
Spojrzała nań i zobaczyła, że stoi sztywny i rozważny jak zawsze. Spojrzała po niosących zwłoki i płaczącym tłumie. Ujrzała setki smutnych, wpatrzonych w nią oczu. W końcu spojrzała na rozciągnionego na desce człowieka, przycisnęła ręce do serca i szepnęła:
— Oto prawdziwe jego oblicze!
Nie pytając dłużej odsunęła zasuwy drzwi, otwarła je na ścieżaj i poszła przodem do sypialni.
Z pomocą pułkownika rozsunęła składane, podwójne łóżko i przetrząsnęła poduszki, po czym opuszczono ciało na miękką białą pościel.
— Czy żyje? — spytała.
— Tak! — odrzekł pułkownik.
— Czy jest nadzieja?
— Nie! Nie ma nadziei.