— Rzucałem wrony o ścianę! Czyż nie miałem prawa?

— Wynoś się, kapitanie!

— Milcz, kobieto! Jak śmiesz podawać wrony Chrystianowi Berghowi? Gdybym chciał postąpić z tobą wedle prawa ludzkiego i boskiego, to wziąłbym cię razem z tymi siedmioma przeklętymi...

— Milcz, do kroćset diabłów! Nie waż się kląć! Tu mnie jednej kląć wolno!

— Sądzisz, że się boję, czarownico? Sądzisz, że nie wiem, jak przyszłaś do swoich siedmiu hut?

— Milcz!

— Altringer darował je umierając twemu mężowi, gdyż byłaś jego kochanką.

— Milcz, powtarzam!

— Taką to byłaś wierną małżonką, Małgorzato Samzelius, a major przyjął ową darowiznę, i jakby nie wiedział o niczym, oddał ci zarząd. To sprawa diabelska! Ale teraz nadszedł dzień rozprawy, przyszedł twój koniec!

Majorowa siada, pobladła, i drży na całym ciele. Potem głosem dziwnie cichym potwierdza: