Był to dokument pisany krwią na czarnym papierze. Poznaliby go pewnie kawalerowie, gdyż spisany został rok temu w kuźni, w noc wigilijną.
Majorowa leżała i czytała. Dowiedziała się, że jest czarownicą i wysyła kawalerów do piekła, przeto zostaje skazana na utratę Ekeby. Wszystkie głupstwa odczytała dokładnie, zbadała datę i podpisy. Przy podpisie Gösty znalazła taką uwagę: „Podpisuję ten dokument, albowiem majorowa skorzystała z mej słabości i przeszkadzając mi we wzięciu się do uczciwej pracy zrobiła mnie rezydentem w Ekeby. Poza tym uczyniła mnie mordercą Ebby Dohny, gdyż jej zdradziła, że jestem wypędzonym proboszczem”.
Majorowa złożyła powoli dokument i wsunęła w kopertę, potem leżała nieruchomo, dumając nad jego treścią. Świadomość, że taką miała opinię u ogółu mieszkańców, przepełniła goryczą jej serce. W przekonaniu wszystkich, którym świadczyła dobrodziejstwa, którym dawała pracę i chleb, była tylko czarownicą i wspólniczką diabła. Taka nagroda, taka zapłata. Wiarołomna żona nie mogła się spodziewać niczego innego.
Cóż ją obchodzili owi nieświadomi ludzie? Obcy jej byli i dalecy. Ale czemuż tak ją osądzili kawalerowie, którzy żyli z jej łaski i znali ją dobrze? Czemuż udali, że wierzą w to, by mieć pretekst do zagarnięcia Ekeby? Zakotłowały w jej głowie myśli, podrażniona gorączką zawrzała gniewem i snuć zaczęła plany zemsty. Kazała córce proboszcza, która wraz z hrabiną Elżbietą nad nią czuwała, posłać do Högforsu po zarządcę dóbr i inspektora. Spisze testament.
Potem znowu leżała cicho i rozmyślała. Ściągnęła brwi, a twarz wykrzywił straszny ból.
— Pani majorowa, widzę, bardzo chora! — szepnęła Elżbieta.
— To prawda, bardziej chora niż przedtem.
Milczała chwilę, potem rzekła głosem twardym, szorstkim:
— Dziwi mnie, gdy pomyślę, że także i hrabina Elżbieta, którą wszyscy kochają, jest wiarołomną żoną.
Elżbieta zadrżała.