— Mamże więc jeszcze przebaczyć? — powiada. — Jesteś sprawcą mego nieszczęścia, Chrystianie Berghu. Wróć do grona kawalerów i raduj się dziełem swoim!
To rzekłszy wyszła. Odeszła spokojnie, zostawiając za sobą przerażenie. Padła, ale nawet wśród poniżenia nie utraciła pewnego dostojeństwa. Nie folgując bólowi, w starości swej radowała się młodocianą miłością. Nie pozwoliła sobie na skargę ni łzy. Zrozumiała wszystko i nie przeraziła się, że będzie z kijem i torbą żebraczą chodzić po świecie. Żal jej było biednych chłopów i wesołych, beztroskich mieszkańców pobrzeża oraz biednych rezydentów, których wspierała i chroniła. Opuszczona przez wszystkich, znalazła jeszcze siłę, by odtrącić ostatniego przyjaciela, nie chcąc go uczynić mordercą.
Przedziwna to była kobieta, o wielkiej sile ducha i żądzy czynu. Trudno zaprawdę, napotkać podobną do niej.
Następnego dnia major Samzelius wyjechał z Ekeby do własnego folwarku Sjö, położonego w pobliżu wielkiej huty. Testament Altringera, mocą którego otrzymał siedem folwarków i hut żelaza, opiewał wyraźnie, że nie wolno niczego sprzedawać ani darować, ale wszystko ma po śmierci majora przejść na jego żonę lub potomstwo. Nie mogąc tedy roztrwonić przeklętego dziedzictwa, ustanowił jego panami rezydentów, pewny, że w ten sposób zaszkodzi najbardziej Ekeby i sześciu innym posiadłościom.
Wszyscy w okolicy wierzyli święcie, że Sintram wykonał polecenie szatana, ponieważ zaś to, co obiecał, spełniło się co do joty, kawalerowie pewni byli, że kontrakt zostanie ściśle dotrzymany i mocno sobie postanowili przez cały rok nie uczynić nic mądrego, pożytecznego ani miłosiernego. Uwierzyli też święcie, że majorowa jest czarownicą czyhającą na ich zgubę.
Drwił z tego jeno filozof, wuj Eberhard, ale któż by sobie coś robił z tak zatwardziałego niedowiarka! Gdyby nawet sam leżał na piekielnych mękach, w kole wyśmiewających go szatanów, twierdziłby niewątpliwie, iż nie istnieją wcale, bo istnieć nie mogą. Wuj Eberhard był to zaprawdę wielki filozof!
Gösta Berling nie zwierzał się nikomu ze swych myśli. To tylko pewne, że nie poczuł się wobec majorowej do żadnej wdzięczności za przyjęcie do Ekeby na rezydenta. Wolałby był nie żyć, niż mieć świadomość, że winien jest śmierci Ebby Dohny. Nie podniósł ręki do zemsty nad majorową, ale również nie uczynił nic w jej obronie. Nie mógł się na to zdobyć.
Kawalerowie zostali więc teraz panami całą gębą. Był czas świąteczny, rojny od uczt i rozrywek, serca rezydentów przepajała radość, a jeśli nawet smutek uciskał duszę Gösty Berlinga, to nie zdradzała go ani jego twarz, ani słowa.
4. Gösta Berling poetą
W okresie świąt miał się odbyć bal w Borgu. Mieszkał tam podówczas młody hrabia Dohna z piękną, świeżo poślubioną małżonką i zabawa w starym zamku hrabiowskim zapowiadała się świetnie.