— Pamiętasz wilki? — spytała.

— Oczywiście. Spełniły swoje zadanie. Tej nocy nic już ode mnie nie będą chciały.

Wyciągnął raz jeszcze do niej ręce, ale zniecierpliwiony Don Juan ruszył. Nie ujął lejc. Siedział odwrócony i patrzył za nią nieruchomo. Potem oparł się o brzeg sanek i jął łkać rozpaczliwie.

— Miałem w ręku szczęście i odepchnąłem je! Ach, czemuż to uczyniłem, czemu?

O Gösto Berlingu, ty najsilniejszy i najsłabszy pośród ludzi!

5. Kaczucza

Rumaku bojowy! Bojowy rumaku, który pasiesz się teraz na trawie, czyli pamiętasz młodość swą? Czy pamiętasz dzień bitewny, rumaku dzielny, bojowy? Pędziłeś niby na skrzydłach niesiony, grzywa jak płomień pałała nad twą głową, a krew i piana spływały ci po bokach czarnych. Gryząc pozłociste wędzidło pędziłeś w dal, a ziemia drżała pod kopytami twymi. Rozkosz cię ogarniał, dzielny rumaku. Ach, jakżeś byłeś piękny!

W skrzydle rezydentów ekebijskiego dworzyszcza panuje szary mrok. W wielkiej sali stoją pod ścianami czerwono malowane skrzynie kawalerów, a świąteczna ich odzież wisi na gwoździach w kącie. Płomień kominka oświetla bielone ściany i firanki w żółtą kostkę, kryjące alkowy. Mieszkanie kawalerów to nie seraj, nie królewskie komnaty z miękkimi, wyściełanymi sofami i poduszkami.

Ale rozbrzmiewają tu skrzypce Liljecrony. Gra szarą godziną kaczuczę14.

Powtarza ją raz po raz.