Była wysoka i miała bujne, jasne włosy. Twarzy jej nie mógł dostrzec, gdyż była odeń na pół odwrócona, ale... zaprawdę... nie mógł to być nikt inny, jak... Klara Gulla!
Zrozumiał teraz, dlaczego czuł się tak bardzo szczęśliwy tego dnia. Było to przeczucie, że znajduje się w pobliżu.
Urwał w połowie zwrotki, odsunął na bok stojących na jego drodze ludzi i pobiegł ku domowi.
U stóp schodów musiał przystanąć, serce biło mu tak silnie, że omal nie rozwaliło piersi.
Za chwilę wróciło mu tyle siły, że mógł się poruszyć. Powoli wstępował w górę, krocząc ze stopnia na stopień. Na koniec stanął u szczytu, rozpostarł ramiona i wyszeptał jej imię.
Dziewczyna zwróciła ku niemu głowę... Nie była to Klara Gulla! Była to obca, zupełnie obca dziewczyna i patrzyła nań ze zdziwieniem.
Nie rzekł ni słowa, tylko gorące łzy rzuciły mu się do oczu. Nie mógł ich powstrzymać. Zeszedł z powrotem po schodach, odwrócił się od całej tej wspaniałości, całej zabawy i radości, jaka go otaczała i poszedł aleją ku wyjściu.
Wołano za nim, wzywano go, by wracał, by dalej śpiewał. Nie zważał na nic. Jak mógł najprędzej, dostał się do lasu i skrył się w jego cieniu wraz ze smutkiem swoim.
Jan i Katarzyna
Nigdy jeszcze nie miał Jan ze Skrołyki tyle do myślenia i rozważania co teraz, kiedy został cesarzem.