Nie odrzekł ni słowa, mimo że to, co powiedziała, dotknęło go bardzo. Toteż rad był, że może myśl zająć czymś zgoła odmiennym. Skoczył co prędzej po cesarską czapkę swoją i laskę ze srebrną gałką i zdążył jeszcze dobiec do furtki w chwili, gdy ją mijały młode panienki.

Było aż pięć, trzy z nich były to córki właściciela Löwdali, dwie zaś obce, zapewne przybyłe w odwiedziny do przyjaciółek.

Jan otwarł szeroko furtkę i wyszedł do przechodzących.

— Witam was, piękne, czcigodne księżniczki! — powiedział, zdjął czapkę i skłonił się tak nisko, że niemal dotknęła ziemi.

Dziewczęta przystanęły z minami spłoszonymi nieco w pierwszej chwili. Ale Jan ośmielił je kilku słowami.

Wówczas odpowiedziały: — dobry wieczór! — wykrzyknęły: — aa... to nasz drogi cesarz! — a Jan widział dobrze, że ucieszyło je to spotkanie.

Panienki z Löwdali, były to istoty zgoła różne od Katarzyny i wielu innych Askadalarnczyków i nie broniły mu wcale opowiadać o cesarzowej. Zaraz spytały, jak jej się powodzi i czy wnet wróci do domu.

Potem spytały, czy mogłyby wejść do izby, by zobaczyć, jak tam wygląda. Nie miał Jan potrzeby bronić im tego, bo Katarzyna utrzymywała domek w wielkim porządku i czystości, tak że najdostojniejsza osoba mogła każdego czasu przybyć w odwiedziny.

Wszedłszy do izby, młode córki właściciela Löwdali zdziwiły się nieco, że cesarzowa żyła w tak małym domku i uczyniły uwagę, że póki nie była cesarzową, to jeszcze pół biedy, gdyż nawykła do ciasnoty, ale gorzej będzie, gdy powróci. Spytały, czy zamieszka na stałe z rodzicami, czy może odjedzie z powrotem do Portugalii?

Jan zadawał sobie już nieraz to pytanie i powiedział sobie, że Klara Gulla nie może pozostać w Askadalarnie, bo wszakże musi rządzić państwem. Toteż na pytanie panienek odrzekł: