— Sądzę, że cesarzowa powróci po pewnym czasie do Portugalii.

— Naturalnie ojciec uda się tam za nią? — spytała jedna z przybyłych.

Jan uczuł, że wolałby, gdyby go o to nie pytano. Nie dał też niezwłocznej odpowiedzi. Ale panienka nalegała.

— A może nie wiecie jeszcze, co się stanie?

Jan wiedział dobrze, co się stanie, ale nie zdał sobie dotąd sprawy, jak ludzie przyjmą jego postanowienie. Może im się wyda po trochu niegodnym cesarza.

— Ja będę musiał zostać w domu! — odrzekł wreszcie. — Nie mogę zostawić samej Katarzyny! Nie mogę!

— Więc Katarzyna nie pojedzie do Portugalii?

— Nie! Katarzyna nie da się nakłonić do porzucenia domu, a ja zostanę z nią. Trudno, jeśli się komuś przysięgło wierność w doli i niedoli...

— O tak! — zawołała panienka, która rozpytywała o wszystko najgorliwiej. — Rozumiem dobrze, że przysięgi tej łamać nie wolno! Słyszycie? — spytała zwracając się do reszty — Jan nie opuści swej żony, mimo że go czekają wszystkie cuda Portugalii!

I dziwna rzecz! Wszystkie uradowały się tym, co powiedział. Klepały go po plecach i mówiły, że to bardzo pięknie z jego strony. Mówiły też, że to dobry znak. Nie całkiem przepadł jeszcze zacny, poczciwy Jan Anderson ze Skrołyki.