Jan nie rozumiał, co chciały wyrazić owymi słowy. Musiały się cieszyć z tego, że nie stracą go ze wsi.
Panienki pożegnały się i poszły dalej, mówiąc, że idą do huty duwneńskiej, gdzie się dzisiaj odbywa zebranie towarzyskie.
Zaledwo poszły, dziwnym trafem pojawiła się natychmiast Katarzyna. Musiała chyba stać za drzwiami i czekać. Nie chciała wchodzić, widząc, że w izbie są obce osoby, ale stała zapewne w pobliżu i Bóg raczy wiedzieć, ile posłyszała z rozmowy toczonej w izbie.
W każdym razie miała minę łagodniejszą i mniej ponurą niż w czasach ostatnich. Dawno nie była też tak uprzejma.
— Jesteś skończony wariat! — oświadczyła z miejsca. — I rada bym wiedzieć, co by uczyniła inna kobieta, mając takiego męża. Ale poczciwie zrobiłeś, mówiąc, że mnie nie opuścisz!
Pogrzeb
Nie zaproszono Jana ze Skrołyki na pogrzeb Björna Hindriksona, ani też, co prawda, nie przyszło doń nawet żadne zawiadomienie, że ma wziąć udział w pogrzebie jego w Loby. Ale pozostała rodzina nie była pewna, czy chce zaliczać się on jeszcze do krewniaków, od kiedy został tak bardzo wywyższony i żyje wśród takich wspaniałości i przepychu.
Może też sprawiło im trudność przysposobienie wszystkiego na jego przyjęcie i dostosowanie ceremoniału do obecności tak dostojnej osoby na wiejskim pogrzebie.
Najbliżsi krewni Björna Hindriksona powinni oczywiście zajmować naczelne, pierwsze miejsce w żałobnym orszaku, gdyby zaproszono cesarza, jemu by to miejsce oddać trzeba, co naruszyć by musiało przyjęte zwyczaje miejscowe.
Nie mogli wiedzieć, jak bardzo pobłażliwy jest w tych sprawach, na które inni panujący tak wielki nacisk kładą. Nie zależało mu na drobiazgach i tak bowiem wiedział, kim jest. Nie przyszło mu nigdy do głowy spierać się z tymi, którzy szczęśliwi się czuli, zajmując pierwsze w towarzystwie miejsce przy stole.