Nie stało się to. Katarzyna słyszała, że żona Björna Hindriksona prosiła gorąco męża, by pozwolił posłać wieść Linnartowi, ale jej surowo zabronił. Stary oświadczył, że przynajmniej na łożu śmierci chce mieć spokój.

Jana nie zaspokoiło to wcale. Ciągle mu na myśl przychodził Linnart, zakopany w lasach, niewiedzący o niczym. Toteż postanowił uczynić wręcz przeciwnie, jak chciał Björn i zawiadomić syna.

Nie wiedział, jakim się sprawy potoczyły torem i dopiero tu, na pogrzebie wyjaśniło mu się wszystko. Przysłuchiwał się ciekawie opowiadaniu dziewcząt o Linnarcie i ojcu jego i zapomniał zupełnie, kogo zaliczono do pierwszej i drugiej partii biesiadników.

Jedna z dziewcząt opowiadała szczegółowo.

Gdy syn przybył, powitali się z ojcem bardzo serdecznie. Stary śmiał się i dziwowało go bardzo ubranie syna.

— Przybyłeś widzę w roboczej odzieży? — powiedział ojciec.

— Tak! — odrzekł. — A mogłem się wystroić, bo wszakże mamy niedzielę! Ale widzicie, ojcze, tego roku mieliśmy tam w górach istny potop deszczu, toteż w niedzielę po południu chciałem zwieść owies.

— No i zwiozłeś go? — spytał Björn.

— Jedną furę zawiozłem pod dach, ale kiedy przybył posłaniec, rzuciłem wszystko i ruszyłem w drogę, nie przebierając się nawet!

— Któż ci przyniósł wiadomość? — spytał ojciec po dobrej chwili.