— To nie są żadne fale! — mówiła. — Mają, co prawda niewielkie, białe grzywy, ale bez żadnej obawy można się puścić nawet tak nędzną łodzią parową.

Klara Gulla nie robiła sobie nic z wiatru i stała spokojnie na pomoście. Ale Katarzynę przejęło do kości, przeto schroniła się do magazynu towarowego i przysiadła w kącie, za wielkimi skrzyniami. Tutaj postanowiła czekać aż do nadejścia statku. Szło jej także o to, by nie spotkać kogoś znajomego ze wsi rodzinnej. Naraz zjawiła jej się w głowie myśl, od której zadrżała od stóp do głowy. Jeśli obawia się pokazać ludziom na oczy, to to, co czyni, musi być złe i nieuczciwe.

Jedno miała na swe usprawiedliwienie. Nie jechała z Klarą Gullą z chętki życia w wygodach, ale jeno dlatego, że ręce jej przestały już być zdolne do pracy i drżały coraz bardziej.

Po chwili zobaczyła wchodzącego do magazynu kościelnego Svartlinga i zaczęła prosić gorąco Boga, by jej nie spostrzegł, nie zbliżył się i nie spytał, dokąd jedzie. Jakże mogłaby mu powiedzieć, że opuszcza Jana, dom i porzuca dotychczasowy sposób życia?

Zrazu chciała namówić Klarę Gullę, by ją zostawiła z Janem. Gdyby przysyłała bodaj dziesięć talarów miesięcznie mogliby oboje jako tako żyć. Ale wszystkie namowy były daremne, Klara słyszeć nawet nie chciała o tego rodzaju uregulowaniu sprawy i oświadczyła, że nie da złamanego szeląga, jeśli Katarzyna z nią nie pojedzie.

Katarzyna zrozumiała dobrze o co idzie. Klara nie była zła i niewdzięczna. Wynajęty domek urządziła już dla obojga rodziców i radowała się, że w nim zamieszkają, że przekonają się, jak o nich myślała i pracowała dla nich. Chciała tedy mieć nagrodę za swój trud i zabrać przynajmniej matkę.

Pracując i gromadząc fundusze, Klara myślała więcej jeszcze o ojcu niż matce, gdyż z ojcem zżyła się bliżej od młodych lat i pokochała go serdecznie. Teraz jednak, po tym co zaszło, uważała za niepodobieństwo brać go ze sobą.

To było największym złem. Klara powzięła do ojca niechęć wielką, napełniał ją odrazą i patrzyć nań nie mogła. Nie pozwalała, by z nią rozmawiał o Portugalii i zmuszała się, by nie uciec, ile razy ubrał się w swój strój cesarski. Jan kochał ją jak dawniej gorąco i chciał przebywać ciągle przy niej, ale Katarzyna doszła do przekonania, że jeśli Klara wyjeżdża po tygodniowym pobycie w domu, to czyni to jedynie w celu pozbycia się widoku ojca.

Klara Gulla weszła także do magazynu. Nie bała się kościelnego Svartlinga, przeciwnie, podeszła do niego, zagadnęła i powiedziała wprost, że wraca do własnego domu i zabiera Katarzynę.

Svartling spytał oczywiście, co się stanie z ojcem. Klara odrzekła zupełnie spokojnie, jakby mówiła o kimś obcym, że będzie płaciła za jego utrzymanie i opiekę nad nim Lizie, synowej starego sieciarza. Po śmierci Oli Bengsta Liza wystawiła sobie dom i w jednej z izb miał zamieszkać Jan.