A więc niech muzyka gra!
Ratata! Ratata!
Bum! Bum! Bum!
Klara nie mogła znieść tej okropności. Rzuciła się naprzód, wypędziła dzieci i zamknęła za nimi drzwi. Potem stanęła przed ojcem i krzyknęła, tupiąc nogą naprawdę rozgniewana:
— Milcz! Milcz! Słyszysz? — rozkazała. — Czy chcesz mnie wydać na pośmiewisko całej wsi?
Jan spojrzał i osłupiał na chwilę. Ale zaraz przyszedł do siebie. Czyż nie była to wielka cesarzowa? Wszystko, co czyni, dobre być musi. Każde jej słowo to miód, to balsam. Uniesiony radością zapomniał zupełnie o złotej koronie, lwach, paziach i generałach jej świty. Chciała wydać się biedną i bezbronną... ha, jej wola! Ale wróciła doń i to było niewyczerpanym źródłem radości i upojenia.
Ucieczka
W tydzień po powrocie do rodzicielskiego domu stała Klara Gulla pewnego ranka wraz z matką w przystani borskiej, czekając na łódź ciężarową, którą chciała odjechać z tych stron na zawsze. Katarzyna ubrana była w kapelusz i płaszcz z pięknego sukna. Córka zabierała ją ze sobą do Malmö, by zrobić z niej damę miejską. Skończyła się codzienna walka o chleb powszedni. Z założonymi rękami miała siedzieć teraz Katarzyna na kanapie i pędzić dni swego żywota w spokoju, beztrosce i szczęściu.
Mimo tych wszystkich rozkosznych nadziei nie czuła się jednak w życiu całym tak przybita i nieszczęsna jak właśnie w tej chwili, kiedy stojąc na pomoście przystani, czekała statku.
Klara Gulla dostrzegła to widać, gdyż spytała matkę, czy obawia się podróży wodą i tłumaczyła, że nie ma w tym nic niebezpiecznego, chociaż czasem panuje taki wicher, że ludziom trudno ustać na pokładzie. Nawykła do podróży i to po morzu nawet, wie przeto, co mówi.