Zamiast się cofnąć, powiedział Linnart, że podprowadzi ją kawałek drogi. Oświadczył, iż kilka już razy wybierał się do niej, do przystani i teraz rad by nie pominąć sposobności. Wyraził zapatrywanie, że to, co ma jej powiedzieć, ma wielkie dla niej znaczenie.
Klara Gulla nie sprzeciwiała się. Zauważyła jednak, że Linnartowi trudno przychodzi wypowiedzieć to, co ma na myśli, toteż nie spodziewała się niczego pomyślnego. Chrząkał co chwila i biedził się ze słowami.
— Zapewne nie wiecie, że ja jestem owym człowiekiem, który ostatni rozmawiał z ojcem waszym, Klaro Gullo, z cesarzem, jak go tutaj wszyscy zwali.
Klara potwierdziła, że nie wiedziała o tym i przyśpieszyła kroku. Sądziła, że rozmowa ta będzie miała przykry dla niej przebieg.
— Pewnego dnia — ciągnął dalej Linnart Bjomson — stałem w podwórzu i zaprzęgałem konia do wozu, mając jechać do sklepu po sprawunki. Nagle zobaczyłem idącego drogą cesarza. Śpieszył się bardzo, to nie ulegało wątpliwości, ale gdy mnie zobaczył przystanął i spytał, czym nie widział przejeżdżającej tędy cesarzowej. Nie mogłem zaprzeczyć, a gdym potwierdził łzy polały się z jego oczu. Powiedział, że był w drodze do Bro, ale nagle ogarnął go taki strach, że musiał zawrócić. Zaszedłszy do domu zastał pustkę. Katarzyna znikła także. Pewnie chciały obie odjechać statkiem, a tu droga daleka i nie wie, czy zdąży do Borgu, zanim odbiją od lądu.
Klara Gulla przystanęła.
— I pewnie zabraliście go ze sobą? — spytała.
— Tak jest! — odparł Linnart. — — Jan oddał mi dawniejszym czasem pewną wielką przysługę i chciałem mu się odpłacić. Ale może źle uczyniłem, dopomagając mu w drodze.
— O nie! — odrzekła spokojnie Klara Gulla. — Wina cała jest moja. Nie powinnam go była opuszczać.
— Przez cały czas, gdy siedział na wozie bez przestanku płakał jak dziecko — ciągnął dalej Linnart — a ja nie wiedziałem, jakimi go pocieszyć słowami, przeto milczałem, a on płakał dalej. W końcu powiedziałem: „Dojedziemy jeszcze na czas, Janie! Nie płaczcież tak! W jesieni chodzą po jeziorze małe statki towarowe, a im nie śpieszno nigdy!”. Ale zaledwie wypowiedziałem te słowa, położył mi rękę na ramieniu i spytał, czy sądzę, że ci, co porwali cesarzową, będą się z nią obchodzili okrutnie?