Natomiast wpatrywała się bez przerwy w nauczyciela. Zajęty był on właśnie egzaminowaniem starszych dzieci, siedzących na lewo od katedry. Musiały czytać, pokazywać na mapie różne kraje i miasta, rachować na wielkiej tablicy, a nauczyciel miał ledwo czas rzucić okiem ku malcom po prawej. Toteż nic by nie szkodziło, gdyby Klara Gulla spojrzała bodaj przelotnie w stronę ojca. Ale ani razu nie zwróciła ku niemu głowy.
Pocieszał się po trosze tym, że czyniły to samo wszystkie inne dzieci. Siedziały spokojnie, z oczyma utkwionymi w nauczyciela i udawały, że rozumieją wszystko, co mówi... ba... nawet kiedy zażartował sobie, trącały się łokciami i śmiały z cicha.
Rodzice nie mogli się wydziwić, że malcy są tak grzeczni i tak przyzwoicie zachowują się podczas długiego egzaminu. Dziwny to był zaiste człowiek ten kościelny Svartling i dokazać musiał wszystkiego, czego tylko chciał.
Jan zaczął doznawać niepokoju i strachu. Nie wiedział już dobrze, czy ta siedząca w pierwszej ławce na prawo dziewczynka jest jego dzieckiem, czy patrzy na córkę jakiegoś innego człowieka. Trapiło go to tak bardzo, że wstał z krzesła i przesiadł się bliżej drzwi, pomiędzy wyrobników i sieciarzy.
Na koniec skończył się egzamin starszych, a nauczyciel wziął się do malców, którzy zaledwo posiedli sztukę czytania. Nie mieli wielkiego zapasu wiadomości, musieli jednak również odpowiedzieć na kilka pytań. Zaczęło się od stworzenia świata.
Przede wszystkim spytano je, kto świat stworzył i okazało się, że wiedzą to doskonale. Ale zdarzyło się nieszczęściem, że nauczyciel spytał, czy któreś nie zna jeszcze innego miana, jakim oznaczamy Boga.
Wszyscy malcy zamilkli od razu. Twarzyczki ich poczerwieniały, czoła pokryły się fałdami, widać było wysiłek myśli tych małych główek, ale żadne nie mogło znaleźć odpowiedzi na tak niemądre pytanie.
W ławkach, gdzie siedziały starsze dzieci, rozpoczęło się poruszanie podniesionymi rękami, strzyżenie palcami, szepty i chichoty. Ale maleństwa zaciskały usta i nie wiedziały, co powiedzieć, a Klara Gulla wiedziała tyle co i inne.
— Jest pewna modlitwa, którą odmawiamy codziennie — pomagał nauczyciel — jakże w niej zwiemy Boga?
Klara Gulla doznała olśnienia. Zrozumiała, że nauczyciel chce, by powiedziano, że Boga zwiemy także ojcem i podniosła w górę palce.