— Doskonale! — zawołał Tyberg. — Wybornie powiedziała Klara Fina Gulleborga! Szczęście to dla was uczniowie tej szkoły, że jedno przynajmniej z dzieci dało odpowiedź należytą, inaczej bowiem zostałybyście pobite, mimo całej masy wiadomości, jakie wam wpoił nauczyciel.

Śmiech zabrzmiał ogólny pośród dzieci obu stron sali, a śmiali się też dorośli. Jedni uczniowie wstawali, by wyśmiać się należycie, inni kładli się twarzami na ławkach w tym samym celu i od razu przepadła powaga i porządek.

— Wyrzućmy teraz ławki i zatańczmy wokoło drzewka! — zawołał Tyberg.

Nigdy jeszcze w szkole nie panowała taka wesołość, ani też poza nią, jak owego dnia turnieju.

Rybołowczyni

Trudno sobie, naturalnie, wyobrazić, by ktoś w Skrołyce mógł tak kochać Klarę Gullę, jak jej własny ojciec. Mimo to jednak można twierdzić stanowczo, że stary sieciarz Ola był jej wielkim i szczerym przyjacielem.

Przyjaźń ta miała następujący początek. Pewnego dnia przyszło na myśl dziewczynce, że trzeba koniecznie zastawić tyki na pstrągi w potoku, w którym prano bieliznę. Było ich tam dużo, zwłaszcza w górnym biegu i Klara poradziła sobie, oczywiście wraz z ojcem, doskonale. Pozatykano tyczki, przeciągnięto przez nie sznur na poprzek prądu i pozakładano haczyki z glistami. Rezultat był świetny, bo zaraz nazajutrz Klara wróciła do domu z dwoma małymi rybkami.

Radowało ją to niemało, a matka i ojciec sławili pod niebiosy swą córeczkę, która, mimo że ma dopiero osiem lat, już teraz stara się zaopatrzyć dom w żywność. By ją tym lepiej zachęcić, Katarzyna pozwoliła jej samej oprawić i usmażyć ryby, a Jan skosztowawszy oświadczył, że w życiu swym nie jadł nic podobnego. Była to zresztą czysta prawda, bo pstrąg był tak twardy i ościsty, że sama rybołowczyni nie mogła przełknąć więcej ponad pierwszy kęs.

Niezrażona tym, jęła się rybołówstwa z nieopisanym zapałem. Wstawała rano jednocześnie z ojcem, brała na ramię koszyk, by nieść wygodniej do domu zdobycz, a w kieszeni miała blaszane pudełko z glistami dla zastąpienia obgryzionej na haczykach przynęty.

W ten sposób wyekwipowana23 wędrowała w górę biegu potoku spływającego w dół po rozlicznych głazach to wąskim, ścieśnionym prądem, to znów zachodząc w zalewiska o cichej, przejrzystej, ledwo poruszającej szybie wodnej.