Ale Jana opanowało nieznane mu dotąd uczucie i nie chciał oddać dziecka.
— Zostawcie mi je! — prosił.
Kobiety musiały w tej chwili coś wyczytać w jego spojrzeniu, albo usłyszeć w głosie coś, co nastroiło je radośnie. Akuszerka uśmiechnęła się kątami ust, a pomocnice roześmiały się w głos.
— Jak to, Janie? — spytała. — Czyż nie kochaliście dotąd nikogo na świecie do tego stopnia, by serce wam doń biło gwałtownie?
— Nie! — odrzekł szczerze.
Pojął teraz nagle, co wywołało tak silne bicie jego serca. Ale mało tego, zrozumiał w tej chwili, czego mu dotąd brakło w życiu i co było powodem wszystkich utrapień. Oto, nie można przecież uważać za człowieka jak należy tego, którego serce nie bije żywym tętnem, ani z bólu, ani też z radości.
Klara Fina Gulleborga
Następnego dnia Jan ze Skrołyki stał przez kilka godzin z rzędu pod domem, trzymając na ręku swą córeczkę.
I tym razem czekał długo, ale sprawa przedstawiała się już zgoła inaczej niż wczoraj. Miał towarzystwo, toteż ani się gniewał, ani smucił.
Trudno powiedzieć, jak miłego doznawał uczucia, przyciskając do piersi małe, ciepłe ciałko dziecka. Przyszedł do przekonania, że dotąd nawet dla siebie samego był twardy, nieprzychylny i zły, teraz zaś przepajała go radość i szczęście niewysłowione. Nie miał pojęcia, że można doznawać owego szczęścia przez to jeno, iż się kogoś kocha z całego serca, z całej duszy swojej.