Uczyniła, co chciał.

— Powiedział to tylko dlatego, by wobec mnie ukryć całą rzecz! — dodała Katarzyna.

Jan nic nie odpowiedział, ale usta jego złożyły się same do uśmiechu.

— O czymże to myślisz? — spytała. — Od kilku dni masz tak dziwną minę? Czyżbyś wiedział dawno już to, o czym mówiły te wisusy?

— Nie — odrzekł — tego nie wiem wcale, ale możemy mieć chyba tyle zaufania do Klary Gulli, droga Katarzyno, by nie powątpiewać, że wszystko jest w należytym porządku.

— Ach... tak się boję! — odparła.

— Im nie wolno jeszcze mówić o wszystkim i mnie także nie! — powiedział Jan uroczyście. — Klara Gulla prosiła chłopaków, by zachowali tajemnicę, a i nam także przystoi czekać i milczeć, tak też uczynimy, Katarzyno!

Gwiazdy

Kiedy już minęło osiem miesięcy od czasu, jak Klara Gulla wyjechała ze Skrołyki, przyszła pewnego dnia do stodoły, gdzie Jan młócił zboże, „szalona Ingeborga”.

Była ona siostrą Jana, ale widywał ją rzadko, albowiem Ingeborga strasznie się bała Katarzyny. I teraz niezawodnie przyszła doń tutaj do stodoły, gdzie był zajęty, by się nie spotkać z żoną Jana.