Cyrk ich odrzucił, powiedział pan Blomgren, ale nie sztuka. Oddali się sztuce, wierni jej aż do grobowej deski. Na zawsze, na zawsze artyści! Oto sentencja pana Blomgrena, jak również i pani Blomgren.

Hede słuchał w milczeniu. Myśli pędziły niespokojnie od pomysłu do pomysłu. Czasem wydarza się coś, co wygląda na symbol, znak, który należy odczytać. W tym, co mu się teraz przytrafiło, tkwił jakiś sens. Jeśli właściwie go zrozumie, doprowadzi go do podjęcia mądrej decyzji.

Pan Blomgren zwrócił uwagę studenta na drobną przewodniczkę ślepego. Czy widział kiedy takie oczy? Czy nie sądzi, że takie oczy muszą coś oznaczać? Czy można mieć takie oczy, nie będąc powołaną do wyższych celów?

Hede odwrócił się i spojrzał na bladą dziewczynkę. Tak, miała oczy jak gwiazdy na smutnej, nieco wychudzonej twarzy.

— Pan Bóg zawsze wie, co czyni — odezwała się pani Blomgren. — Nawet w tym, że pozwala panu Blomgrenowi występować na ulicy, jest jakiś sens. Ale jaki miał zamiar, dając dziewczynie takie oczy i uśmiech?

— Coś panu powiem — rzekł pan Blomgren. — Ona nie ma predyspozycji do sztuki. A z tymi oczami!

Hede podejrzewał, że nie mówią do niego, a tylko pouczają dziewczynę. Szła tuż za nimi, musiała słyszeć każde ich słowo.

— Nie ma więcej jak trzynaście lat, wcale nie za dużo, żeby się czegoś nauczyć; ale to niemożliwe, nie ma w niej krzty talentu. Proszę ją nauczyć szycia, panie studencie, jeśli nie chce pan tracić czasu, ale nie stania na głowie!

— Ten jej uśmiech obezwładnia ludzi — powiedział pan Blomgren. — Ten uśmiech sprawia, że dziewczyna wciąż dostaje propozycje od rodzin, które chcą ją adoptować. Mogłaby dorastać w zamożnym domu, gdyby zechciała porzucić swego dziadka. Ale na co jej ten uśmiech, przez który ludzie szaleją, jeśli za żadne skarby nie chce pokazać się ani na końskim grzbiecie, ani na trapezie?

— Znamy artystów — odezwała się pani Blomgren — którzy biorą dzieci z ulicy i przyuczają je do zawodu, kiedy sami już nie występują. Niejednemu udało się stworzyć gwiazdę, która zarabia dla nich ogromne pieniądze. Ale pan Blomgren i ja nigdy nie myślimy o gażach, chcieliśmy tylko zobaczyć Ingrid, jak skacze przez obręcz, podczas gdy cyrk huczy od oklasków. Byłoby to niczym nowe życie.