Ålin uścisnął mu dłoń, promieniejąc z zadowolenia.

— Rozumiesz chyba, Hede, że nie wszystko stracone; wystarczy, że będziesz pracował. Z twoją głową możesz ukończyć nauki w siedem, osiem semestrów.

Ålin wstał i ruszył ku drzwiom, choć nieco niepewnie. Nim dotarł do progu, odwrócił się.

— Miałem też inną sprawę — powiedział. Znów był nieśmiały. — Chciałem cię prosić, byś pożyczył mi skrzypce, póki nie zaczniesz się uczyć.

— Pożyczyć skrzypce?

— Tak, owinę je jedwabiem, zamknę w futerale i wyniosę, inaczej nie weźmiesz się do roboty. Ledwie wyjdę za drzwi, jak zaczniesz znowu grać. Przywykłeś do tego, nie będziesz mógł się powstrzymać, jeśli zostaną u ciebie. Tego się nie przezwycięży, jeśli ktoś nie pomoże. To jest zbyt silne.

Hede zaoponował.

— To szaleństwo! — powiedział.

— O nie, żadne szaleństwo. Wiesz, żeś odziedziczył to po radcy, muzykowanie macie we krwi. Od kiedy stałeś się sam sobie panem w Uppsali, nie robisz nic innego. Mieszkasz z dala od miasta tylko po to, by nikomu nie wadzić muzyką. Sam sobie w tym nie pomożesz. Oddaj mi skrzypce!

— Owszem, kiedyś — zaczął Hede — nie mogłem się powstrzymać od grania. Lecz teraz chodzi o Munkhyttan. Bardziej kocham swój dom niż te skrzypce.