— Chcesz powiedzieć — Hede trochę się zirytował — że nie wiem o nieużyteczności kopalni?
— Ach, nie — odparł Ålin — to wiesz z pewnością, ale widzisz, nie domyślasz się nawet, że Munkhyttan jest zrujnowane. Pomyśl rozsądnie, a pojmiesz, że w zachodnich dolinach nie da się żyć z samego rolnictwa. Ech, nie wiem, dlaczego radczyni trzyma to w tajemnicy. No, ale ona siedzi na całości spadku, nie musi pytać o twoją opinię. W każdym razie, w naszej okolicy powszechnie wiadomo, że klepie biedę. Mówią, że chodzi po ludziach i pożycza pieniądze. Pewnie nie chciała cię martwić, pomyślała raczej, że utrzyma to wszystko, póki nie wrócisz z dyplomem. Nie chce sprzedać posiadłości, póki nie ukończysz studiów i się nie ustatkujesz.
Hede wstał i zaczął przechadzać się po pokoju. Wtem zatrzymał się przed Ålinem.
— Człowieku, siedzisz tu i wmawiasz mi głupoty. Jesteśmy przecież bogaci.
— Dobrze wiem, że w naszych stronach wciąż mają was za panów — odezwał się Ålin. — Ale rozumiesz chyba, że pieniędzy nie starczy, jeśli się tylko wydaje, a nic nie zarabia. Inaczej było, jak mieliście kopalnię.
Hede znów usiadł.
— Matka powinna była mi o tym powiedzieć. Jestem ci wdzięczny, ale wystraszyły cię tylko jakieś głupie plotki.
— Domyśliłem się, że o niczym nie wiesz — ciągnął uparcie Ålin. — Radczyni w Munkhyttan oszczędza i haruje, żeby ci posłać pieniądze do Uppsali i żeby podczas twoich wizyt w domu, między semestrami, było miło i wesoło. A ty w tym czasie nic nie robisz, bo nie masz pojęcia, że coś ci zagraża. Nie mogłem już dłużej patrzeć, jak się nawzajem oszukujecie. Jaśnie pani sądziła, że się uczysz, a tyś mniemał, że ona jest bogata. Nie mogę pozwolić, żebyś zniszczył swą przyszłość przez to, że o niczym nie wiesz.
Przez chwilę Hede siedział zamyślony. Potem wstał i podając Ålinowi rękę, smutno się uśmiechnął.
— Teraz rozumiem, żeś powiedział prawdę, choć nie chcę w nią wierzyć. Dziękuję!