Było to tak wyraźne, że zaczęła się zastanawiać, czy panna Stava wie o tym pokoju, opanowanym przez nietoperze.

W myślach Ingrid poszła teraz do niej z pytaniem, czy była tam i czy widziała wszystkie te zwierzęta.

— No pewnie, że widziałam — odparła panna Stava. — To ich pokój. Panienka Ingrid chyba wie, że w całym kraju nie ma starego dworu, w którym nie zostawiają pokoju dla nietoperzy.

— Nigdy o tym nie słyszałam — rzekła Ingrid.

— Jak panienka będzie już na tym świecie tak długo jak ja, to zobaczy, że mówię prawdę.

— Nie potrafię zrozumieć, że ludzie mogą ścierpieć coś podobnego — powiedziała Ingrid.

— Musimy — westchnęła Stava. — Należą do pani Żal, a ona nakazała nam je przyjąć.

Ingrid widziała, że panna Stava nie chce już o tym rozmawiać. Ponownie usiadła do haftu, ale nie mogła przestać rozmyślać, kim jest ta pani Żal, która ma tu taką moc, że umie zmusić pannę Stavę do oddania całego pokoju nietoperzom.

I w tym momencie dostrzegła, jak czarne sanie, ciągnięte przez czarne konie, podjeżdżają do werandy.

Widziała, jak panna Stava wychodzi i nisko się kłania. Z sań wysiadła stara dama w długim, czarnym, aksamitnym płaszczu z warstwami kołnierzy na ramionach. Była zgarbiona i z trudem się poruszała. Z wysiłkiem unosiła nogi, by wejść po schodach.