Dziewczyna wzięła gitarę i już miała wyjść. Odwróciła się do radczyni.

— O mojej przyszłości? — spytała, pocierając czoło. — O mojej przyszłości już zdecydowano — rzuciła z lekkim uśmiechem męczennicy. Po czym po prostu wyszła z pokoju.

Radczyni i panna Stava spojrzały na siebie zdziwione. Zaczęły radzić, dokąd wysłać dziewczynę.

Lecz kiedy panna Stava zeszła do swego pokoju, ujrzała Ingrid, która śpiewała piosenki i grała na gitarze. A Hede, siedzący naprzeciw, słuchał z rozpromienioną twarzą.

Rozdział ósmy

Od kiedy Ingrid rozpoznała w szaleńcu Gunnara Hedego, nie myślała o niczym innym, tylko jak go uleczyć. Była to ciężka praca, dziewczyna nie miała pojęcia, jak postępować.

Początkowo zamierzała jedynie namówić go, by został w domu. I to się udało z łatwością. Żeby choć chwilę posłuchać jej gry na skrzypcach albo gitarze, od rana do wieczora czekał na nią cierpliwie w pokoiku panny Stavy.

Ingrid uznała, że dokona czegoś wielkiego, jeśli namówi go na odwiedzenie innych pokoi. Ale zdecydowanie zabrakło mu odwagi. Zamykała się u siebie i mówiła, że już nic nie usłyszy, jeśli do niej nie wejdzie. Po dwóch dniach, gdy pozostawała w ukryciu, on zaczynał pakować wór i wybierać się w drogę, a wtedy musiała się ugiąć.

Upodobał sobie Ingrid, wielbił ją i wyraźnie stawiał ponad wszystkich, ale nie umiał przezwyciężyć dla niej nawet części swoich lęków.

Prosiła, by zdjął futro i nosił zwyczajny płaszcz. Natychmiast się zgodził, ale już nazajutrz znowu wkładał stare ubranie, więc sama schowała mu futro. Wówczas przyszedł w okryciu parobka. Lepiej, uznała, żeby nosił futro.