Cisowa Skała szczególniej zatrzymała moją uwagę. Sterczy ona wśród płaszczyzny jak samotna wieża, naga w największej części, można jednak wejść aż na jej wierzchołek, który jest płaski i dosyć przestronny. Co szczególne, podobne skały znajdują się wzdłuż całego pasma Tatrów, na równoległej prawie od nich linii i w niewielkiej odległości. Tworzą one jakby łańcuch szyldwachów155 przed górami. Skały te są wapienne i znacznej wysokości. Staszic156, o ile sobie przypominam, w swoim dziele O ziemiorodztwie Karpatów157, zastanawia się nad nimi. Nie pamiętam, jakie daje zdanie.
Reszta płaszczyzny z tej strony Nowego Targu, oprócz kilku sosnowych lub świerkowych borków, przedstawia pola nagie, częścią w rolach uprawnych, a częścią w odłogach jałowych, w bagnach, torfowiskach. Przypomina zgoła nadmorskie płaszczyzny zwane u Francuzów landes158, z jednym dodatkiem: mnóstwa kamieni na całej powierzchni, tu przesłonionych nikłą murawą, ówdzie bez żadnej osłony, co by łagodziła widok tej dzikości.
Całkiem inny jest kraj na północy wsi, w jej stronie górnej. Rolnik wprawdzie znajdzie tam jeszcze mniej niż w dolinie pola dla swojej pracy, ale życie roślinne samorodne jest bez porównania pełniejsze, silniejsze, wyższe. Wszystko tam jest pastwiskiem lub lasem. Niektóre polany, zwłaszcza w położeniach niższych i w sąsiedztwie wód, nie ustępują najładniejszym łąkom — taka bujność trawy i obfitość kwiatów. Co do lasów tutejszych, to tylko góry karpackie mogą podobne wypielęgnować; nie ustępują one niezawodnie ani naszym borom poleskim159, ani nawet dziewiczym puszczom amerykańskim, jak je nam opisują. Trzeba cokolwiek zapuścić się w ich głębię, trzeba widzieć ogrom drzew, gęstwę zarośli, stosy warstw powalonych i porosłych już nowymi lasami, aby sobie powiedzieć, że takie być muszą puszcze niezbadane dotąd, nietknięte ani ręką, ani nogą ludzką.
Znajdziesz to na mniejszą skalę, w mniejszym obrębie wśród lasów Łopusznej. Trafiałem nieraz na takie miejsca, że jest zupełnym niepodobieństwem przedrzeć się głębiej, przebić tę sieć żyjącą drzew, głazów, roślin, które ci zewsząd zastępują drogę jak wał warowni. Oczyszczanie lasów jest tu niemożliwe. Korzyść ze sprzedaży drzewa bardzo mała w porównaniu z wydatkiem koniecznym na taką pracę; spuszczanie drzewa odbywa się powszechnie nad wodami bieżącymi, na górach spadzistych, skąd drzewo, zrąbane i oczyszczone z gałęzi, samo ześlizguje się aż ku wodzie. Gdzie nie ma tych warunków, tam sprowadzają drzewo, jak najmniejszym trudem i kosztem, ze wzgórz bliższych, dostępniejszych, mających drogi dogodniejsze. A tymczasem w górach głębszych i z trudniejszym dostępem burze, ulewy, potoki, robaki walą co roku drzewa na drzewa, warstwy na warstwy, z czego powstaje dziwna ruina, która służy i za warownię tym lasom, i za kolebkę późniejszym ich pokoleniom. Mam próbkę tej uprawy lasów przez samą rękę czasu, za pomocą żywiołów przyrodniczych, w górach Łopusznej, które dotąd mogłem zwiedzić.
Góry Łopusznej składają się z licznych garbów mniej ostrych lub krągłych, lub płaskich, między którymi snują się doliny, parowy, wąwozy, mniej albo więcej głębokie — jedne bezwodne, inne ożywione potokami. Przez nie tworzą się oddzielne wzgórza, czyli szczyty, a każdy szczyt z własną swoją nazwą. Między takimi szczytami w górach Łopusznej są znaczniejsze: Cyntyrz160, Magura161, Wielka Góra, Turniska162, Groń163, Wyżnia164, Cioski165, Kluczki166 i inne, których nazw nie znam. Ogół ich, jako mający szczyty różnej wysokości, układa się w stopnie i tworzy niejako amfiteatr, którego częścią najdalszą i najwyższą są Kluczki.
Różne są oblicza tych szczytów — niektóre dzikie nagimi skałami, jak np. Turniska, inne, przeciwnie, odkryte, wesołe, ożywione źródłem lub jeziorkiem, jak np. Wyżnia. Ale podobne szczegóły na później. Tym razem chcę tylko zachować ogólny rys najbliższej mi okolicy, jak mi się przedstawiła przy pierwszym poznaniu się.
Wycieczka do Zakopanego i Kościeliska
Ciekawość moja zaspokojona po części, a w największej części rozbudzona bardziej. Widziałem Zakopane i Kościelisko, zajrzałem w Tatry, ale w czasie tak nieprzyjaznym, tak dorywczo, że nie mogę nawet powiedzieć, abym już wszedł choć na ślad prawdziwego wyobrażenia o nich. Zdaje mi się, że byłem tylko w sieniach167 domu i wróciłem się z sieni.
Bądź co bądź jestem rad z tej dorywczej przejażdżki. Widziałem, czegom dotąd nigdzie jeszcze nie widział. Widoki, piękności, wrażenia tego rodzaju były mi dotąd nieznane. Jeżelim doznał zawodu, wina to okoliczności; przepowiedzieli mi go znający niedojrzałość zbyt wczesnej pory. Ale trudno było czekać. Jeden z moich najstarszych przyjaciół168, mający przed sobą daleką i pilną podróż, raczył zboczyć z drogi ze swoim towarzyszem169 dla odwiedzenia mnie w moim podhalańskim zakątku. Świat góralski był mu równie jak mnie nieznany. Miał ciekawość — jak ja — zajrzeć mu w oczy, choć pod zasłonę. A więc zobaczymy przynajmniej Zakopane i Kościelisko. Jedźmy! I pojechaliśmy.
Zaczęliśmy od doliny zwanej Zakopane. Czas nam sprzyjał i czas nas pędził. Niegłęboko zapuszczaliśmy się, a cośmy obejrzeli, to było jednym rzutem oka. Resztę czasu zabrał nam obiad i rozmowa z niektórymi urzędnikami znajdujących się tam hamerni170. Wszystko to odbyło się pędem w kilka godzin. Szybko opuściliśmy to miejsce. Ja wyniosłem z niego poznanie zacnego człowieka i notatkę w duszy losów majora N., który tu wiele wycierpiał z tęsknoty za rodziną i umarł. Nie żałuję dnia tak spędzonego w Zakopanem.