W jednej ze skał nad Morskim Okiem leży pieczara zaledwie dostępna — tak jest obwarowana zaroślami kosodrzewiny198. Kto by miał odwagę dostać się do jej wnętrza, znalazłby tam ogromne skarby. Ale przystęp do niej jest przez krużganki podziemne, bardzo ciasne i kręte. Na każdym zakręcie trzeba zapalić i zostawić światło. W końcu dochodzi się do jaskini obszernej, oświeconej światłami wielkiej jasności, które są właśnie skarbami tego miejsca, lecz słyszysz głos zapowiadający: „Biada temu, kto ich dotknie!”. Na środku jaskini klęczy trzech mnichów. Ów głos tajemny każe pokłonić się każdemu z nich z osobna, potem wolno wziąć sobie coś z tych skarbów — wszakże nie więcej, tylko tyle, ile siekiera na raz urąbie. Zginąłby natychmiast, kto by ten przepis przekroczył.
Podobna jaskinia znajduje się pod górą Giewont. Na środku jej stoi słup diamentowy, pod nim siedzi mnich obsypany bogactwami wszelkiego rodzaju. Mnich-strażnik udziela ich bez trudności każdemu, kto dojdzie aż do niego, ale dojście jest bardzo trudne, bo przejście niezmiernie ciasne i wszelkie światło w nim gaśnie.
Łatwiejszy jest do zdobycia skarb zakopany w żłobie na polach Łopusznej, bo tylko na kurzą stopę ziemią przykryty. Ale nie wiadomo, w którym miejscu jest zakopany.
Można by temu zaradzić za pomocą kwiatu zwanego florecyna199, który ma własność ukazywania swojemu posiadaczowi skarbów najgłębiej zagrzebanych, ale czegóż to potrzeba, aby dostać tego kwiatu? Florecyna, jak mi ją pokazywano, jest bardzo podobna do paproci, tylko mniejsze i drobniejsze ma listki. Kwitnie tylko raz na rok, w wilię Bożego Narodzenia, o samej północy. Żeby się posługiwać tym kwiatem, trzeba go posiąść, nie wiedząc o tym.
Są jednak ludzie, którzy mają tajemniczą moc odkrywania i zdobywania skarbów górskich. Oto jeden z przykładów tego. Wyżej jeszcze niż Pięciostawy200 leży jezioro zwane Żabieniec201, mało zwiedzane z powodu skał nadzwyczajnie stromych dokoła i ścieżek niebezpiecznych; także z powodu zimna, bo jezioro przez dziesięć miesięcy jest pod lodem. Owoż do tego jeziora przychodzi siedmiu Czechów ścieżkami im tylko wiadomymi. Muszą oni wydobywać tam złoto, bo po ich odejściu znajdowano żużle z wytopionego kruszcu, a nawet piecyki. Ale nikt dotąd nie nakrył ich w trakcie tej roboty.
Ci Czesi mogą być baśniowi, ale podobni im a rzeczywiści znajdują się w każdym prawie biurze urzędowym w Galicji, także dla złota. Ścieżki ich przejścia są znane.
Górale wierzą mocno w istnienie ksiąg czarnoksięskich. Według ich zapewnienia księgi takie znajdują się w dolinach, to jest w kraju niegóralskim, np. w Krakowskiem. Wielka potęga zamknięta jest w tych księgach. Górale pokazują w górach jedną skałę, z której na zaklęcie, odczytane z takiej księgi, wychodził smok, dawał się kulbaczyć i jeździć na sobie. Jakiś czas widywano jeżdżącego na nim Niemca, ale pewien baca202 zabił smoka, a Niemiec zniknął. Baca był stąd w niemałym kłopocie, bo wkrótce przyszedł jakiś człowiek z dolin bardzo dalekich i ostro upominał się o zabitego smoka, jak o swoją własność. Nie wiem, jak się ta sprawa skończyła.
W innym zupełnie rodzaju jest opowieść o błąkającej się głowie. Miejscem tego zjawiska jest polana zwana Jaworzyna Kamienicka203, od wsi Kamienicy, a początek taki: Naczelnik jednej bandy zbójeckiej miał podwładnego, który był od niego urodziwszy, celniej strzelał, lepiej skakał, szybciej biegał, zgoła przechodził go we wszystkim. Stąd zapalił się taką nienawiścią ku niemu, że go zabił, po zabiciu odciął mu głowę i rzucił w pobliski parów. Ale ta głowa pokazała się wkrótce na polanie, gdzie zostało popełnione zabójstwo, i odtąd nie chce jej opuścić. Ile razy ją znajdą, odniosą w dalsze miejsca i zrzucą gdzieś w przepaść, tyle razy ona znowu powraca na swoją polanę. Odznacza się tym szczególniej, że ma włos niezmiernie długi.