Pozostaje nam do oznaczenia najważniejsza część drogi, którą duch Górali przechodzi. Dotąd widzieliśmy go albo w jego brzasku, albo nawet zmroku; w stanie, kiedy czasem cofa się w swoją przeszłość pogańską, czasem zniża się do sfery poziomej, materialnej, nie wychodzi jeszcze na światło właściwe sobie. Taka jest cecha istotna powiastek, mniemań, utworów powyższych. W następnych odbija się już blask religii prawdziwej, kryje się myśl głębsza, wyraźniejsza, chrześcijańska, mądrość pełniejsza — odkrywa się świat z ducha jaśniejszego.
Lud góralski jest głęboko religijny, jak ogół plemienia, do którego należy. Jest on skromny, cichy w swojej pobożności, ale prosty i szczery. Taki charakter mają jego opowieści religijne i dlatego porywa mnie ich istota, mimo formy nic prawie nieważącej, ale mającej tę zaletę, że nie zaciemnia ani wykrzywia prawdy, a przeto prawda jej łatwiejsza jest do ujęcia.
W najbardziej szczególnym poszanowaniu u Górali jest pamięć świętej Kunegundy. Jej żywot ziemski prawie cały zamknięty jest obrębem tej okolicy. Ulubiona jej przestrzeń między Krakowem i Tatrami odznaczona jest cała śladami jej żywota. Wieliczka204 — jej posag wypłacony Polsce hojnością samego nieba, Pieniny — jej przytułek warowny w czasie burzy najścia tatarskiego, na koniec Stary Sącz — ostatnie jej mieszkanie i grób, miejsce, z którego dotąd nie przestaje okazywać sposobem cudownym swojej miłości dla tego ludu. Są to tylko widoczne węzły, które wiążą świętego ducha z tą krainą, ale jej pamięć rozlewa się tu obficiej, panuje obszerniej i dlatego najmniejsza pamiątka po niej śledzona jest i strzeżona ze świętą troskliwością. Jeszcze przed laty kilkunastu leżał przy Łopusznej nad Dunajcem kamień z odciskiem ludzkiej stopy. Według podania była to stopa św. Kunegundy z owego czasu, kiedy zmuszona opuścić Kraków zagrożony przez Tatarów udawała się w Pieniny i w swojej podróży zatrzymała się na tym głazie. Dziś go nie ma w tym miejscu, został podobno przeniesiony do sądeckiego kościoła.
Cześć ludowi, który tak jest wierny w miłości dla tych, co przez swoją miłość stają się jego opieką i chlubą. Potęga ziemska, hucząca wielkimi czynami, może go przerazić, zdumieć, rzucić na kolana, ale nie jest jeszcze świętością w jego oczach; jest mu obojętna, po chwili przemija w jego pamięci razem z hałasem swoim. Przeciwnie — błogosławi on przez wieki, korzy się, pada twarzą i duchem przed kobietą, przed dzieckiem, przed wszelką słabością widomą, jeśli z niej promieniuje potęga wyższej miłości, ofiary wyższej. Lud prosty ją poczuje, odkryje i uwieczni w swoim świecie.
Jest to jego własność nieoceniona — owo uwiecznianie wszystkiego, czego raz dotknął swoim duchem. Przychodzi mu to bez trudu, bo przede wszystkim uderza go prawda i prawdzie tylko stawia swoje ołtarze. Ten ołtarz może być niezgrabny, zniekształcony wpływem czasu, ale go postawił lud w miłości i czci dla prawdy. A co raz tak postanowił, już tego pewno sam nie zwali.
Następna powiastka maluje cześć Podhalan dla świętych im przedmiotów.
Do kościoła w Łopusznej wieziono obraz świętego Antoniego205. Obraz nie mistrzowski zapewne, gdzie był niejeden grzech przeciwko sztuce — między innymi usta zbyt blade. Jeden z obecnych, widząc to, odezwał się żartem, że święty musiał dopiero co jeść śmietanę. Natychmiast obraz tak ociężał206, że wóz stanął w miejscu jak wryty, przy tym niebo okryło się chmurami i ogromny grad się puścił. Próbowano siły liczniejszego zaprzęgu, ale wóz z obrazem stał nieporuszony. W końcu dowiedziano się przyczyny tego wypadku i odwołano się do modłów błagalnych, a wnet wóz ruszył z miejsca, grad się zatrzymał i jasna pogoda wróciła.
W podobnym duchu słyszałem inną opowieść, ale nieuważnie słuchałem i dlatego nie mogę jej przytoczyć, jak mi była opowiedziana. To mi się tylko zachowało z ogólnej treści, że za przewinienie podobne powyższemu cały lasek dotknięty został karą taką, że wszystkie jego drzewa powykręcały się w najpotworniejsze kształty i tak dotąd rosną. Lud pokazuje go jako widomy i trwały przykład kary za ubliżenie świętościom, światu wyższemu.
W innej powieści, bardzo prostej, dostrzegam ważną ideę o zamknięciu się w sobie, o niedawaniu innym należnego im uczucia.
Był w Łopusznej parobek bardzo przystojny i równie zimny. Niejedna dziewczyna okazywała mu swoją ku niemu skłonność, ale żadna nie mogła pozyskać jego wzajemności — każdą odpychał z pogardą. Zdarzyło się, że raz idąc na mszę do Harklowej, ujrzał w potoku łososia. Schyla się, aby go schwycić, i w tej chwili przebija go nóż, który miał za pasem. Rana była śmiertelna, umarł z jej powodu prawie natychmiast. Nóż nieszczęśliwy wrzucono w potok, gdzie zdarzył się wypadek, a parobka pogrzebano. Ale duch jego nie opuścił miejsca, gdzie nóż został wyrzucony — ciągle się tam pokazywał i straszył ludzi. W tej trwodze znalazły się śmiałe dziewczęta, które postanowiły rozmówić się z duchem, aby dowiedzieć się, jak mu pomóc. Dotrzymały, co postanowiły: rozmówiły się z duchem i dowiedziały się z jego własnych ust, że odbywa pokutę za pogardę wobec kobiet i że dopiero wtedy będzie wolny, kiedy dziewczęta kupią mszę za jego duszę, a jako świadectwo przed innymi ludźmi dał im rutę207 z własnego kapelusza. Dziewczęta zakupiły mszę żądaną i duch parobka nie pokazał się odtąd więcej.